NASTĘPNA SESJA:

Z powodu czasoprzestrzennego rozproszenia graczy planuję rozruszać tą kampanię za pomocą dostępnego na podstronie forum (link powyżej). Chcę poprowadzić narrację w formie postów zamieszczanych przez graczy i MG.

30 kwietnia 2009

Log sesji - Sesja II

Bitwa nad Domem w Veraklionie

Flota piratów zaatakowała siedzibę Musashiego w Veraklionie. Początkowa przewaga liczebna wojsk Musashiego szybko została zniwelowana poprzez użycie dziwnej broni, która zakłóca działanie SI kierującej okrętami jego floty. Musashi nakazuje resztkom zaatakowanych flot wykonać opcję "brander", czyli staranować wroga. Pozostałe floty wycofują się pod siły główne, pod osłoną myśliwców i pól minowych. Amberyci przygotowują się do kontrataku, Martin siada za sterami myśliwca, Blake obejmuje dowództwo nad flotą okrętów z polami maskującymi, by zaatakować wroga z flanki, zaś Musashi i Kamui wybierają bezpośrednią drogę do wroga i za pomocą Logrusu przenoszą się na wrogie statki. W ogniu walk, wychodzi na jaw, iż piraci zwani Sępami, prowadzą jihad przeciw Musashiemu uważając go za tyrana terroryzującego Cień. Broń, której używają do zakłócenia działania Cannabis, SI Musashiego, pochodzi z Dworców Chaosu. Mimo ciężkich strat Amberytom udaje się powstrzymać Sępów i zmusić ich do odwrotu w stronę Sektora Oinarr. Dzięki Kamui, Musashiemu udaje się zdobyć jeden nienaruszony niszczyciel z działem Chaosu. Schwytano także jeńców, którzy zdradzają że za wszystkimi atakami stoi ich tajemniczy przywódca.

Plany i Cienie
Amberyci planują odbić Zamek Amber, znajdujący się w rękach Caine'a, Juliana i Neidara. Aby tego dokonać potrzebują broni, armii, a przede wszystkim informacji. Blake i Kamui mają zinfiltrować Zamek natomiast Martin i Musashi zorganizować armię. Jednakże wzmianka o karabinach Avalonu, powoduje dziwną reakcję Kamui, który spodziewał się, iż tylko jemu Random powierzył opiekę nad tą bronią. Blake i Kamui wracają do Cienia Kamui, w którym nie dzieje się dobrze. Rozpacz Królowej Vialle zaczyna wywierać wpływ na otoczenie. Niewidzialni słudzy Kamui tworzą dziwne wzory i obrazy przypominające wielkiego kruka. Kamui kontaktuje się z Mandorem, prosząc aby odnalazł on osobę, która będzie w stanie pomóc Królowej, po czym zaczyna pleść czar, którym uśpi Vialle, tak by nie mogła wyrządzić otoczeniu więcej szkód. Blake w międzyczasie znajduje dziwną figurkę sowy, przez którą nawiązuje kontakt Atutowy! Kamui zaprzecza by figurka stanowiła jego własność. Analizując Atut Blake trafia do dziwnego Cienia, w którym zostaje zaatakowany przez chmarę ptaków. Tylko jego amberyckie cechy i władza nad Wzorcem pozwalają mu wyjść cało z tej opresji. W międzyczasie Martin, Musashi i grupa komandosów z Konfederacji Zaterrańskiej z Veraklionu udają się poprzez Cienie do Avalonu. Część ich oddziału nie wytrzymuje przejścia przez Logrus a część ginie w ataku dziwnych stworów. Avalon jednak pozostaje odcięty również dla Wzorca...

Log sesji - Sesja I

Musashi

Próbując odnaleźć składnik z którego można wykonać proch do karabinów Amberu, Musashi odwiedza kilkanaście Cieni wiedzony mackami Logrusu, lecz bezskutecznie. Cień Avalon, wydaje się być odcięty lub co gorsza zniszczony. Uznany za zaginionego ojciec - Benedykt- kontaktuje się z nim i nakazuje mu odbić Amber. W swoim własnym Cieniu - Veraklionie - następują tajemnicze ataki piratów, niezwykłe jest to iż piratom udaje się dorównać technologicznie flotom Musashiego i zniszczyć wysłane przeciw nim okręty. Musashi wraca do Veraklionu i zbiera pozostałe siły by rozprawić się z piratami...

Blake
Przygotowania do ślubu z Kaliope, córki króla Karelii, zostają nagle przerwane wielką burzą Cienia. Blake porywa narzeczoną i z wielkim trudem, dzięki władzy nad Wzorcem, ucieka przez Cienie. Z opresji ratuje go Kamui, przeciągając przez Atut do swojego Cienia...

Kamui
Kamui poprzez Atut prosi Musashiego o pomoc w dotarciu do Zamku Amber. Ten wstępnie odmawia, informując go że będzie to możliwe dopiero za dzień czasu. Następny kontakt Atutowy ratuje Blake'a i jego narzeczoną przed burzą Cienia. Poprzez ukryte w dziupli drzewa przejście prowadzi ich do swej kryjówki, w której przebywają już królowa Vialle, żona świętej pamięci króla Randoma i syn króla, Martin. Po upływie dnia Kamui ponownie nawiązuje kontakt Atutowy z Musashim, który zaprasza jego, Blake'a i Martina do swojego Cienia...

W chwili gdy wszyscy znaleźli się w Domu Musashiego w Veraklionie - wielkiej asteroidzie zawieszonej w gwiezdnej przestrzeni, nastąpił niespodziewany atak kosmicznych piratów...

26 kwietnia 2009

Pora do Dworców.


Nad taflą spokojnego jeziora stał siwy, zgarbiony starzec i demon przerastający go dwukrotnie. Powietrze było całkiem nieruchome. Panowała absolutna cisza.
- Piękny cień papcio – zauważył Antares. – Po co mnie tu sprowadziłeś? Raczej nie będziesz mnie dziś uczył malować. Sztalugi zostały w domu.
Wiedział, że Dworkin nie lubił przeciągać farb przez Logrus, niektóre z jego unikalnych kolorów burzyły się (jak zresztą wiele cieczy) po takim wstrząsie.
- To niespodzianka, zamknij oczy… - i nie czekając chwycił rękę syna i rozpoczynając jego przemianę.
- Ciekawe w co nauczy mnie przemieniać się dzisiaj papcio? – Pomyślał młody demon i siadając zamknął oczy. Taka transformacja potrafi długo trwać. Zawsze jednak opłacało się czekać. Tym razem jednak minęło zaledwie kilka chwil gdy procesy się zakończyły, gdyż jego ciało odpowiedziało bardzo energicznie na sugestię Starca. Zupełnie jak woda przelewana z dzbana do dzbana, błyskawicznie i bez wysiłku przyjmująca nowy kształt. Wiedział jednak, że jego ojciec jest mistrzem w zmianie kształtów do tego stopnia, że może nawet tworzyć istoty z własnej krwi. Widocznie tym razem po prostu mu się śpieszyło.
Starzec zakończył przemianę syna. Cofnął rękę i lekko westchnął.
- Co sądzisz o tym gwiazdko?
Antares otworzył usta aby zaprotestować przed nazywaniem go w ten sposób, ale gdy otworzył również oczy jego uwaga została przykuta w stu procentach do odbicia w wodzie. W srebrnej tafli odbijał się młodzieniec w wieku dwudziestu paru lat, o jasnej cerze, jasno szarych oczach i perłowo białych włosach. Jego skóra pozostawała bez najmniejszej skazy czy przebarwienia, w całej sylwetce widać było harmonię i siłę.
- To przerażające. – jęknął prawie dziecięcym głosem. – To potworne. – szybko poprawił się obniżając głos o parę oktaw i kaszląc dla niepoznaki. - Co to za stworzenie?
- Ty, mój chłopcze. – Powiedział Dworkin, a na jego twarzy malował się niezrozumiały w tej chwili dla Antaresa uśmiech.
- Ale… ale… - zająknął się ex-demon.
- Och przepraszam gwiazdko! Powinienem pokazać ci wcześniej trochę humanoidów, żebyś się oswoił, a nie trzymać cię tylko w tej otchłani. Ale to naprawdę ty.
- Jak to ja… Nie wciskaj mi bajek papcio. Wiem jak wyglądam, jak się przemienić jak wrócić… - Antares umilkł, zdał sobie sprawę, że komórki jego ciała wiedziały jak osiągnąć tę formę, to dlatego poszło tak szybko.
- Synu – Dworkin siadając na ziemi zaczął mówić tonem wykładu – Amberyci i Chaosyci mają cztery podstawowe formy. Praktycznie jednak można korzystać z dwu. Formę Chaosu znasz, teraz patrzysz na formę amberycką. Pozostają jeszcze forma pierwotna, ale pamiętaj, że do niej przechodź tylko w ostateczności, gdyż mimo swojej zdolności ciągłego shape-shiftu i dostosowywania się warunków otoczenia, forma ta zabierze ci świadomość.
- To jak z niej wrócić papcio?
- Ktoś musi ci pomóc, albo musisz znaleźć się w tak bezpiecznych warunkach by forma zasnęła, pozwalając na uaktywnienie się twojej psychiki. Nie jest to łatwe bo ona nie musi spać. Z pomocą innych osób też nie jest łatwo, bo albo uciekasz przed wszystkim co potencjalnie groźne albo walczysz z tym.
- A ostatnia forma? – Antares był szczerze zainteresowany.
- To Avatar – Dworkin chwilę się zastanawiał nad czymś. – Dla Amberytów to forma jakiegoś mitycznego zwierzęcia a dla Chaosytów to czysty żywioł. – Znów zamilkł na chwilę. – Choć są wyjątki.
Wstał i wyciągnął Atut, przez chwilę się koncentrował a potem rozpoczął rozmowę. Antares taktownie wyshiftował sobie parę błoniastych skrzydeł, a przy okazji trochę piegów i parę zniekształceń i odleciał aby nie słyszeć rozmowy. Cieszył się dłuższą chwilą szybowania w spokojnym powietrzu zanim zawołał go ojciec.
- Pójdziesz do Dworców Chaosu uczyć się jak przejść Logrus. Dowiesz się o Nim wszystko co konieczne by nim władać. Ja nie jestem tam mile widziany, dlatego zajmie się tobą wujek Mandor. Słuchaj jego poleceń jakby były moje,… albo może lepiej nie jak moich bo wpadniesz w kłopoty, a nawet śmiertelne zagrożenie. Zrozumiałeś mnie?
- Tak papcio. – Przytaknął chłopak, zaskoczony kategorycznym tonem ostatnich zdań. Patrzył jednak z niedowierzaniem, w taflę wody gdyż jego ciało powróciło do formy amberyckiej, wykorzystując chwilę gdy rozproszył uwagę, skupiając się na skrzydłach.
- Nie opuszczaj Dworców. – Ciągnął starzec.
- Tak papcio. – Znów przytaknął młodzik.
- Nie rozmawiaj z nikim bez obecności Mandora.
- Tak papcio. – Ton Antaresa stawał się coraz mniej przekonujący.
- Nie używaj publicznie form podstawowych. – Ciągnął Dworkin.
- Oczywiście papo. – Antares był już zupełnie nieobecny.
Jednak błyskawicznie powrócił do rzeczywistości gdy jego ciałem szarpnęło potężne zaklęcie. Zerknął najpierw na ojca a potem na taflę jeziora ale nic się nie zmieniło, wyglądał tak samo jak przedtem.
- Co zrobiłeś ojcze? – Zapytał z wyrzutem chłopak.
- Nic jeśli rzeczywiście mnie posłuchasz. – Odparł starzec z nutką złośliwości. – Wiesz,… ppotrafisz czasem doprowadzić mnie do szewskiej pasji. Dobrze, że jesteś jeszcze przewidywalny… prawie.
A teraz użyj tej karty i idź do wujka Mandora. Spotkamy się jak przejdziesz Logrus.
Ucałował syna w czoło i zniknął.
- I nie mów do mnie gwiazdko. - Powiedział w pustkę nachmurzony Antares. Odwrócił się na pięcie i poszedł zrobić coś z tym fatalnym wyglądem zanim pokaże się wujkowi na oczy.