NASTĘPNA SESJA:

Z powodu czasoprzestrzennego rozproszenia graczy planuję rozruszać tą kampanię za pomocą dostępnego na podstronie forum (link powyżej). Chcę poprowadzić narrację w formie postów zamieszczanych przez graczy i MG.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dworce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dworce. Pokaż wszystkie posty

09 września 2010

Opowieść Kamui

Antares stoi, jak zwykle lekko zagubiony wśród wystudiowanego przepychu Linii Mandor. Wokół w różne strony prowadzą sale i korytarze. Wszystko misternie splecione z materii Cienia i Chaosu. Do większej części posiadłości dostać się można nie korzystając z przejść między Cieniami. Dawno temu jeden z najbardziej lubianych przez Anteresa służących, inteligentny (i to jeszcze jak!) szympans Xeusales, ekscentryczny zbrojmistrz stwierdził, że był to zabieg celowy, umożliwiający godne podejmowanie gości spoza Dworców. Oczywiście Xeusales często opowiadał bzdury, zwłaszcza po zażyciu swojego ulubionego jadu Rogatych Pająków... Na szczęście nigdy nie popełnia błędów, kiedy zajmuje się swoim zawodem - opracowywaniem nowych rodzajów broni do polowań w Otchłani.

Gdy tylko okazało się, że ulubiona gościnna komnata Antaresa jest zajęta przez Króla Dalta z Eregnoru, wiedział już, że nie będzie to jego najmilej wspominany pobyt u Mandora. Sytuacji też nie poprawił fakt obecności Królowej Vialle i dziwacznych gości i domowników: wymienionego już Dalta - syna Oberona, futrzastego olbrzyma Royneta, Ahaissa - demonicznego doktora duszy próbującego pomóc Vialle, "Zabójczej Markizy" - wschodzącej gwiazdy wśród nurkujących w Otchłani, Cynthii - zakonnicy z jakiegoś zwierzęcego świata opiekującej się menażerią Mandora. Z doświadczenia wiedział, że większość z nich przebywa tu ze względu na osobisty urok Mandora. To zapewne oznaczało, że będą bardzo niechętnie słuchali kogoś innego.

Mandor nie powiedział nikomu z domowników o swojej rychłej nieobecności i nie zamierzał informować nikogo oprócz Antaresa, dokąd się wybiera i jak długo może go nie być. A wyruszy, kiedy tylko czarny kolor wzniesie się na niebo nad Dworcami, czyli za około 8 godzin.

Co dalej?

Mandor dawał przez ostatnie godziny pobytu w domu delikatnie ale konsekwentnie znać, że potrzebuje czasu, aby w samotności przygotować się do spotkania z innymi przywódcami głównych Domów i doradców Króla.

Antares postanowił zatem przygotować się do przejęcia obowiązków gospodarza zaczynając od przygotowania swoich komnat. Dwa pokoje trochę zbyt przestronne, zbyt krzykliwe i nadmiernie zbliżone do głośno i szybko bijącego serca Linii Mandor wymagały adaptacji, jeżeli miały dawać wytchnienie i koncentrację w nadchodzących dniach.

Poinstruowana przez Mandora służba już zaczęła pytać go o wszystkie ważniejsze decyzje dotyczące posiłków, muzyki i delegacji z sąsiadującego Cienia filozoficznie nastawionych koralowców. Grupa meduz pochodzących od ich ministra sfery materialnej unosiła się w przygotowanym dla istot pływających, pozbawionego grawitacji ogrodu. Sigur, wysokiego rodu demon, kamerdyner Mandora rozpoczął dość zawiłe tłumaczenie charakteru relacji między Liniami a Koralowcami. Antares słuchając, kierował jednocześnie lokajami przestawiającymi meble i delikatnie manipulującymi parametrami Cienia w komnatach.

Przez przypadek rzucił okiem na wąskie i wysokie okno w kształcie zygzaka. Niebo było już niemal fioletowe. Czas mijał szybko. Mandor będzie opuszczał Linie za czas określany w Amberze jako połowa godziny.

"Jeżeli chcę porozmawiać jeszcze z Mandorem muszę to zrobić już!" pomyślał przestając słuchać Sigura.

- Wybacz Sigurze - Antares skłonił się przerywając wyjaśnienia demona - nasza rozmowa musi poczekać. Chciałbym się pożegnać z Mandorem zanim się oddali.
Po tych słowach ruszył szybkim krokiem do komnat swego 'wójka'. Po drodze myślał co powiedzieć... myśli cisnęły mu się jedna za drugą: Dworkin i Benedykt, zdrowie Królowej, bezpieczeństwo Karabinów Avalonu, zagrożenie jego życia, bliższe poznanie Logrusu i Wzorca, chęć nurkowania w otchłani...
Nawet nie zauważył kiedy stanął przed drzwiami komnaty w której przebywał Mandor. Służący, widać wcześniej poinstruowani otworzyli drzwi, Antares wszedł. Mandor właśnie sprawdzał czy nowo uszyty strój właściwie leży, obok stał sługa z płaszczem w rękach. Antares nie zwalniając podszedł do Mandora, uścisnął go długo i serdecznie.
- Do widzenia Wujku...
Po czym obrócił się i starał się wyjść jak najszybciej aby Mandor nie zauważył jego smutku.

Antares zleca Xeusalesowi szczególną troskę o królową która może być nękana atakami magicznymi. Prosi Królową by ciągle nosiłą ukrytą pod rękawami branzoletę na przedramieniu. Tłumaczy, że branzoleta ta jest oznaczona magicznie i pozwoli na szybkie odnalezienie jej w razie konieczności. Wita się z przybyłymi nie zapominając napomknąć Daltowi, że mieszka w jego komnacie ;) ('Mam nadzieję, że ma komnata zaspokoi twe potrzeby Panie'). Szczególnie serdecznie wita się z 'Zabójczą Markizą', zagaduje o nurkowaniu w Otchłani a rozmowę przeplata zaproszeniem do namalowania jej portretu. powodem jego nurkowania ma być chęć znalezienia odpowiedniego płaszcza dla siebie. Najlepiej gdyby wyglądał jak utkany z płomieni płonących w dół. Poza tym dogląda czy wszyscy są dobrze ulokowani, zapoznaje się z animozjami i sympatiami wzajemnymi wśród gości oraz z ich szczególnymi potrzebami. Organizuje na wieczór (o ile tu można mówić o wieczorze) koncert (może być kwartet smyczkowy) przy kolacji.

- Myślę, że poradzisz sobie dobrze pod moją nieobecność, Kamui. - Rzucił Mandor do wychodzącego z komnaty Kamui. - Cieszę się, że mam kogoś takiego jak ty, komu mogę zaufać w opiece nad moimi liniami i zachowaniu tajemnicy o celu i długości mojej absencji w domu. Znasz mnie i wiesz, że moi goście, nieważne czy to demony, czy istoty z cienia, są dla mnie niezmiernie ważni. Dbaj o ich wygodę i bezpieczeństwo. - Mandor nie pokazywał po sobie nic, jeżeli martwił się o pozostawionych w liniach gości. Skoncentrowany był na ostatnim przeglądzie garderoby, fryzury, dokumentów i magicznych zaklęć.

- Jeśli będziesz potrzebował dowiedzieć się czegokolwiek o nich, pytaj Sigura. Gdyby nie obecność Dalta i możliwość pojawienia się innych dostojnych gości, czego nigdy nie można wykluczyć, pewnie to jemu pozostawiłbym swoje obowiązki. Dalt jednak jest dość specyficzną osobą. Uważaj na niego i nie daj się mu zastraszyć. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, czego szuka w Dworcach. Nie pozwól mu zbliżyć się do menażerii siostry Cynthii i raczej nie pozwalaj mu przebywać zbyt długo z Vialle. I w jednym i drugim przypadku jakiś nieobliczalny i porywczy odruch tego osiłka mógłby spowodować wiele problemów... - Nagle widząc minę Kamui wyciągnął ręce i rzucił ciepło: - Uściśnij mnie i idę! - W towarzystwie służącego opuścił swoją komnatę a następnie bocznym holem udał się do wyjścia.

Demony służebne odczekały aż Kamui opuści pomieszczenie i klucznik zamknął ciężkie drzwi z jasnego drewna wielkim, ozdobnym kluczem.

Xeusales czekał na niego w holu wisząc na długich rękach z belki sufitowej z szerokim uśmiecham na mięsistych ustach.
- Jak zwykle znika, zostawiając tu wszystkich swoich świrów na cudzej głowie. Nawet Merlin dał się raz w to wpuścić. Potem długo go tu nie widzieliśmy.

- Ciebie nazywa swoim ulubionym szaleńcem, wiesz o tym. - cyniczna bezpośredniość to w oczach Kamui największa zaleta Xeusalesa na tle reszty służby. - I tak najbardziej martwi mnie królowa. w odróżnieniu od was ona nie powinna być nie w pełni władz umysłowych. Martwię się o nią. Mógłbyś mieć na nią oko?

- Jasne! Dla Panicza Antaresa będę jej własną piersią bronił. No, nie zagaduję panicza. Masz teraz po pachy obowiązków. Ale jak byś miał chwilę, to zapraszam na łagodny melanżyk. Markiza przywiozła jakiś czas temu świetne rybki z Kofi Szopów Croatanu. Czekają na dobrą okazję.

Kamui pożegnał zbrojmistrza pukaniem w czoło i ruszył do komnaty królowej Vialle. Wchodząc przez białe, rzeźbione drzwi pomyślał o ustawieniu przy nich jakiejś straży, albo zaklęcia. Królowa siedziała przy kole garncarskim cicho nucąc jakąś łkającą melodię. Ahais czujny i nieruchomy siedział w kącie złotego pokoju patrząc na dłonie królowej.

Vialle nie odpowiedziała na powitanie Kamui. Ahais wytłumaczył jej, że jest pod wpływem uspokajającego zaklęcia i nie będzie w stanie rozmawiać. Kamui sam zapiął na jej wiotkim przegubie bransoletkę. Królowa na chwilę przerwała melodię i podziękowała ledwo słyszalnym głosem.

- Lew, który szarpie Jednorożca może łatwo porwać gołębia. - wyszeptała jeszcze po czym wróciła do melodii. Jeżeli demon nie miał szczególnie wrażliwych zmysłów, mógł tego nawet nie usłyszeć.

Kamui opowiedział jej o działaniu bransolety i nie wiedząc czy to zrozumiała pożegnał ją ukłonem i wyszedł.

Zanim zdążył odwiedzić innych gości, Sigur odnalazł go i przypomniał o czekającej w ogrodzie delegacji. Przyjęcie ich i dopełnienie protokołu zabrało mu tak dużo czasu, że tylko cudem zdążył wydać polecenia odnośnie kolacji i koncertu.

Rozmowa z ukwiałami wymagała pewnych zmian w ciele Kamui. Zmiana w tą i z powrotem sama w sobie męczy jak godzina szybkiego biegu, do tego jeszcze cała ta dyplomacja sprawiła, że przed kolacją Kamui postanowił odpocząć trochę. Odpoczynek sprowadził się do instruowania służby we wprowadzeniu ostatnich poprawek do wystroju komnaty.

W dużej jadalni z porcelanowym kominkiem, obrazami i arrasami, przy owalnym stole z rzeźbionymi w winorośle nogami, w żółtawym świetle ukrytych za meblami lamp zasiadło do kolacji osiem osób, w tym Dalt z Eregnoru, oraz jego dwaj pułkownicy, na co stanowczo nalegał.

Rudy i potężny Dalt robił wrażenie barbarzyńcy. Wybierał wielkie porcje zwierzęcego mięsiwa, gardząc delikatesami rodem z Dworców i jednoznacznie odpowiadając na propozycję ich skosztowania. Śmiał się głośno z własnych dowcipów... choć należałoby powiedzieć raczej, że rechotał. Na wszystkie dworskie manewry konwersacyjne reagował z wdziękiem odyńca. Tylko takt pozwolił pozostałym gościom kontynuować próby wciągania go w rozmowę. Rozmowę oczywiście dotyczącą zniknięcia Pana Domu.

Dalt konsekwentnie umniejszał rolę Kamui, kilka razy pokazując, że zasady gier dworskich nie są mu obce, kiedy pozornie niewinnymi wypowiedziami stawiał go w niezręcznej sytuacji wobec wszystkich obecnych.

Kiedy wreszcie kwartet zaczął swój koncert, Dalt objął Kamui muskularnym ramieniem i odciągnął na ubocze. Stojąc obok Dalta, Kamui sięgał mu nosem ledwo ponad sprzączkę pasa. Gdyby nie bezczelne spojrzenie i rude włosy, przypominałby wujka Gerarda. Po krótkim wstępie przeszedł do rzeczy:

- Byłeś może niedawno w Amberze, Panie Kamui? Słyszałem, że odbył się pogrzeb króla Randoma. Byli tam wszyscy książęta?

- Nie, nie wszyscy. - odpowiedział Kamui zaskoczony otwartym pytaniem o Amber z ust osiłka. Zanim doszedł do siebie otrzymał kolejne pytanie:
- Czy był tam Benedykt albo Florimel?

Tego było dla Kamui za dużo. Co za impertynencja! I do tego ten ogr ciągle trzymał go w uścisku swojego "przyjaznego" objęcia. Jeżeli nie chce dać się wyprowadzić z równowagi, musi to dobrze rozegrać.

Przemknął wzrokiem po sali szukając jakiejś okazji. Wtedy zauważył, że jeden z podwładnych Dalta, śniady i smukły wojownik z czarną kitą związaną w warkoczyk udając, że słucha muzyki ze spuszczoną głową, przysłuchuje się ich rozmowie zerkając spod ronda skórzanego kapelusika. Kiedy oczy Kamui spotkały się z wojownikiem, którego imię brzmiało chyba Ioni, ten chwilę popatrzył mu prosto w oczy, a potem skierował oczy na swoją dłoń, która chowała jakiś papierek pod blat stolika pod zegar z masy perłowej. Następnie nadal uśmiechając się lekko wrócił do słuchania muzyki.

W tym czasie Dalt nie mogąc się doczekać odpowiedzi potrząsnął Kamui. - Słuchasz mnie!? Pytam czy Benedykt był na pogrzebie Króla Randoma.

24 maja 2009

Ścieżka Służby (IV)

Data: niewiadoma

Podczas nauki w Dworcach uczono mnie, że kiedy stracisz władzę nad zmianą kształtu i ogarnie cię Pierwotny Kształt, jedyne co możesz zrobić by nie pogrążyć w szaleństwie, to skoncentrować umysł na jednej rzeczy i powtarzać ją w kółko. W ten sposób nie zatracisz swojej osobowości... duszy... mimo ze twoje ciało poddawane jest ciągłym zmianom. Więc rozpamiętuję. Pamiętam jak Logrus wypchnął mnie w Dworcach, jak Kamui przyznał się że jego ojciec to Dworkin, jak ten stary szaleniec wyjawił swój plan zniszczenia Amberu i nasłania na siebie obydwu Wzorców, jak mój własny ojciec popiera ten plan!!!! Pamiętam zaskoczenie na twarzy Kamui kiedy rozpłatałem go Mieczem, pamiętam Florę ze spokojem potwierdzającą słowa Dworkina, pamiętam jak władowałem jej kulę w serce, pamiętam ból przedramienia miażdżonego kłami jej owczarza, brzęk tłuczonego szkła i świst powietrza. Wiem co muszę zrobić. Ten zdrajca Kamui, w jakiś sposób zdobył Karabiny Avalonu, to dlatego tak dziwnie zareagował kiedy dowiedział się że je mam i dlatego nasłał na mnie Gerarda. A jeśli ukrył je w tym swoim Cieniu to Logrus zna teraz tajemnicę Karabinów i może je wykorzystać przeciw Amberowi. Czy ten Benedykt obok Dworkina był prawdziwym Benedyktem? Biorąc pod uwagę fascynację Amberytami we Dworcach i zaawansowane zdolności zmiennokształtności, któryś z Lordów mógł "stać" się Benedyktem. Ale jak mam to sprawdzić? Wyzwać go na pojedynek? Jeśli okaże się że to naprawdę mój ojciec, nie dotrzymam mu pola. Ale najpierw muszę odzyskać kontrolę... odzyskać kontrolę... odzyskać kontrolę... pamiętać...

Log sesji - Sesja IV

Midian

Midian budzą odgłosy na korytarzu Zamku Amber. Wyglądając zza drzwi, zauważa światło pod drzwiami pokoju swojej matki Flory. Drzwi są jednak zamknięte. Midian próbuje włamać się do pokoju co powoduje aktywację magicznej pułapki - czaru umożliwiającego czytanie w myślach. Za drzwiami jednak znajduje Florę, poobijaną i poranioną. Flora zdradza Midian, że to Benedykt ją tak urządził i że zamierza on wszystkich pozabijać. Jednakże na informacje Midian o otrzymaniu Atutów Amberytów i spotkaniu Jednorożca, Flora reaguje zdziwieniem i twierdzi, że niczego takiego jej nie dawała. Flora twierdzi że w Zamku nie będzie dla Midian bezpiecznie i sugeruje jej udanie się do Dworców Chaosu, gdzie znajdzie schronienie u Dworkina. Wręcza jej Atut, dzięki któremu będzie mogła się tam przenieść. Midian korzysta z karty przenosząc się do malowniczej winnicy z małym dworkiem w centrum. Flora kontaktuje się z nią przez Atut i ostrzega przed odbieraniem kontaktów Atutowych od tego momentu. Sugeruje także skorzystanie z tajnego przejścia znajdującego się w szafie na piętrze dworku. Korzystając z przejścia Midian trafia do Dworców Chaosu, do pomieszczenia przypominającego wielką salę teatralną. Tam wita ją kamerdyner Dworkina, o wyglądzie błękitnoskórego elfa, Hyeronimus. Ten prowadzi Amberytkę do kolejnej sali i każe spocząć na wielkiej sofie. Prosi o cierpliwość, gdyż Dworkin przyjmie ją kiedy będzie gotowy i znika. Po chwili dziwny stwór, wygladający jak taca na słoniowych nogach przynosi jej napitek. Midian czeka dłuższy czas i kiedy w końcu zamierza zareagować, do komnaty nagle wpada Musashi...

Kamui
Pchnięty Logrusem, Kamui pojawia się w sali pełnej trofeów wojennych i tarcz. Orientuje się że trafił gdzieś na rubieże Dworców Chaosu. Po chwili w sali poprzez przejście w kominku pojawia się Benedykt z przewieszonym przez plecy mini-gunem. Kamui wstępnie sądzi, że Benedykt zamierza go zabić, lecz ten wita go w nowo założonej Linii Barimen. Benedykt oznajmia Kamui, że szykuje się ostateczne starcie Wzorca z Logrusem, a Kamui zdradza mu że Musashi dysponuje Karabinami Avalonu i że Caine wysłał go i Musashiego do Dworców, w celu zakończenia konfliktu między Amberem a Dworcami. Benedykt doprowadza go do miejsca w którym czekają Midian i Musashi...

Rewelacje, czyli rozpętuje się piekło
Ponownie połączeni bohaterowie, oczekują na widzenie z Dworkinem. Podczas rozmowy Kamui przypadkowo zdradza, że Dworkin jest jego ojcem. Po chwili pojawia się Hyeronimus, który oznajmia, iż mogą się już spotkać się z jego panem. Poprzez przeście w sofie Amberyci trafiają do kolejne j komnaty, przypominającej salę wykładową, gdzie na katedrze stoi Dworkin a zaraz za nim Benedykt. Dworkin wita przybyłych słowami "Witajcie Barimenowie..." Okazuje się że Dworkin w odwiecznym starciu Logrusu z Wzorcem zamierza ponownie stanąć po stronie Logrusu i przywrócić swojej Linii rangę na Dworcach, poprzez przejęcie kontroli nad Kościołem Węża. Twierdzi, że poprzez powstanie Wzorca Corwina, zniszczona została równowaga między Logrusem, a Wzorcem, toteż Dworkin zamierza napuścić na siebie oba Wzorce aby sprawdzić który z nich przetrwa. Później zniszczy ten słabszy. Zniszczenie Wzorca spowoduje jednak zniszczenie wszelkich opartych na nim cieni a także i Amberu. Z niedowierzaniem Musashi słucha jak Benedykt potwierdza plany Dworkina. Największy obrońca Amberu, planuje jego zniszczenie. Kamui zaś wydaje się podobać ten plan. Rozwścieczony Musashi ścina Mieczem Kamui, po czym ucieka z Midian przez Atut do Flory do Cienia-Ziemi. Jednakże Flora okazuje się wtajemniczona w plan Dworkina i wydaje się go popierać. Musashi strzela do Flory śmiertelnie ją raniąc. Musi jednak bronić się przed wilkami Flory. Udaje mu się zabić Mieczem trzy stwory, lecz zostaje poważnie ranny w lewą rękę. Aby uniknąć kolejnych ataków Musashi wyskakuje z 86 piętra wieżowca ale jeden z wilków wyskakuje za nim. Aby uniknąć śmierci Musashi pozwala swoim zdolnościom zmiany kształtu przejąć nad sobą kontrolę...

17 maja 2009

Ścieżka Służby (III)

Data 10237.453

Martin nie był zadowolony z faktu, że na razie nie zamierzam pomóc mu w zdobywaniu Amberu, ale cóż. Najpierw muszę posprzątać na własnym podwórku. Na szczęście czas płynie tu szybciej niż na Zamku, więc spokojnie mogę zająć się badaniami nad osłoną przed promieniem Chaosu. Mam też kilka pomysłów nad zakończeniem tej całej sprawy z Sępami i naprawą stosunków z mieszkańcami Veraklionu. Na razie wysłałem zakamuflowane sondy do Sektora Oinarr. Gorzej bo 60% moich ciężkich okrętów zostało zniszczonych a pozostałe 25% jest wyłączone z walki. Muszę przeanalizować taktykę Sępów i odpowiednio dostosować swoją.

Data 10237.782
Świetnie. Zero spokoju. Czasem żałuję naprawdę że mam taką rozbudowaną rodzinę. Cały czas poznajesz nowe kuzynostwo. Otóż poprzez Atut skontaktowała się ze mną niejaka Midian, twierdząc że ma mój Atut od Flory. Ścigał ją jakiś stwór Chaosu, ale pomachałem mu Mieczem przed nosem i zrejterował. Ale kiedy ponownie się ze mną skontaktowała bym przeciągnął ją do Veraklionu, był już tam ten chłystek Kamui. Daję głowę ten to mnie potrafi wyprowadzić z równowagi. Oczywiście się do mnie wprosił, choć sugestia w postaci posłanej w jego kierunku kuli powinna dać mu coś do zrozumienia. Oczywiście on i Blake nie wykonali powierzonej im misji i nie zbadali sytuacji w Amberze. Poza tym jak zwykle trzaskał dziobem i sypał setką pomysłów na minutę. A to że napuści złapanych Sępów na siebie, a to że to, że tamto... Próbowałem go wyteleportować w jakieś mniej uczęszczane miejsce Domu, ale cwaniak otoczył się Logrusem. Skończyło się na tym że Martin się wkurzył i wyatutował się do Amberu. No i muszę lecieć za nim.

Data 10237.997
Na Wzorzec, ale jestem zmęczony! W Amberze dzieje się źle. Nastąpił jakiś atak i jedno skrzydło Zamku leży w gruzach. Mogę się pożegnać z oryginałem traktatu mojego imiennika z Cienia-Ziemi. Jeszcze strażnicy zabrali mi Miecz. Dobrze że w porę zahaczyłem go macką Logrusu. Ale i tak przyciągnięcie go kosztowało mnie zbyt wiele siły. Muszę się zregenerować więc idę spać...


Data 10238.222
Szlag by to trafił, przesadziłem z Logrusem. Obudziłem się w samym kombinezonie i Mieczem w ręku w jakimś korytarzu na Zamku. Jeszcze zaraz zjawili się strażnicy, a biorąc pod uwagę moją aktualną pozycję na dworze Amberu zadawaliby mnóstwo niewygodnych pytań, więc się przed nimi schowałem, jak się okazało w pokoju Midian, która chyba spokrewniona jest z Florą. Kiedy już sobie poszli wyskoczyłem przez okno na taras i przemknąłem się blankami do swojego pokoju. Dobrze że chociaż semi-organiczna podściółka kombinezonu pozwala mi przetrwać trochę bez kąpieli. Ale zaraz wparował do mojego pokoju Gerard oskarżając mnie o to że zamierzam użyć karabinów Avalonu do zdobycia tronu Amberu. Z całym szacunkiem dla mojego wuja-siłacza, jest on dość prostym człowiekiem, bo gdyby się przez chwilę zastanowił wiedziałby że nigdy bym czegoś takiego nie uczynił. Służba Amberowi jest moim nadrzędnym celem i nigdy nie postawiłbym swoich ambicji ponad to. Pozostaje tylko pytanie skąd Gerard wiedział o... Ano tak. Udało mi się znaleźć Martina, który zamierza udać się do Złotego Kręgu by zaprosić dostojników na pogrzeb króla. Wydawał się w miarę spokojny, więc chyba dogadał się z Cainem. Ale nie miałem czasu z nim pogadać, bo Caine wezwał mnie i Kamui do siebie. Caine ma dla nas misję. Chce abyśmy udali się do Dworców Chaosu i wyjaśnili z królem Merlinem sprawę nowej wojny między Amberem a Dworcami. No tak, śmierć ambasadora, później ta cała kwestia z cieniami Branda, zupełnie o tym zapomniałem. To tłumaczy też atak na mój Cień i na Karelię. Dobra, królobójstwo i uzurpowanie sobie władzy przez Caine'a schodzi w tej chwili na dalszy plan. Jeśli to Dworce stoją za atakiem na Zamek, to moja lista priorytetów się zmienia.

Memo dla siebie:
1. Pokój między Amberem a Chaosem
2. Królobójstwo i kwestia regencji
3. Sępy w Veraklionie
4. Cienie Branda

Punkty 2-4 rozwiązać w dowolnej kolejności. Dowiedzieć się co wydarzyło się na Zamku? Może Julian?

Data 10238.891
No to się popieprzyło na całego. Dążąc przez Logrus do Dworców zatrzymaliśmy się z Kamui w jego Cieniu. Po przejściu przez wejście w dziupli (durne, doprawdy!) okazało się że w ten jego cały zamek też coś trafiło. Przez przestrzeń stanowiącą niejako fosę płynął statek z trupami na pokładzie, a z jego środka dobiegało dziwne krakanie. A na dziedzińcu siedziała Vialle, blada jak trup, rozsiewając wokół tak mocną aurę strachu i bólu, że przełamała wszelkie mentalne blokady w moim umyśle gdy próbowałem do niej podejść. Przez chwilę przejęła nade mną kontrolę!! Kamui też się nie udało. Ogłuszające kule i czar Chaosyty zostały odbite i to przez Logrus!! Wtedy dostrzegłem ścieżkę do źródła problemu. Kiedy nią podążyłem, zacząłem się czuć jakbym ponownie przechodził próbę Logrusu. I chyba tym razem jej nie zdałem, bo w centrum znalazłem Węża, awatara Logrusu!!! Ten chlasnął mnie macką i posłał gdzieś przez cienie... Chyba muszę poważnie pogadać z Kamui. Ale najpierw dowiem się gdzie jestem...

Interludium - Antares, Musashi

Kamui

Kamui zostawia nieprzytomnego Bleysa u swojego przyjaciela Leto Atrydy w Cieniu Arrakis, a Kaliope w jednej ze swoich samotni w cieniu przypominającym średniowieczną Francję, po czym wraca na Zamek Amber. W głównej bibliotece spotyka Martina ciężko poruszonego ostatnimi wydarzeniami: śmiercią ojca, atakiem na Amber i zniszczeniem ulubionej perkusji Randoma. Niewyparzona gęba Kamui, powoduje że kończy on dzień zwalając się nieprzytomny na podłogę po kilku ciosach Martina. Sugerowanie mu polowania na Cienie jego ojca nie było najlepszym pomysłem. Rankiem po doprowadzeniu się do stanu użyteczności, Kamui udaje się na pogawędkę do Gerarda, który zajmuje się utrzymywaniem obrony w Amberze. Kamui zdradza mu, że Musashi dysponuje karabinami Avalonu i może szykować atak na Amber...

Musashi

Musashi budzi się w jedynym z korytarzy Zamku z wielkim bólem głowy co wskazuje na to że przesadził z użyciem Logrusu, a ten chwilowo przejął nad nim kontrolę. Unika strażników chowając się w pokoju Midian, po czym przez okno, przedostaje się na taras i do swojego pokoju, gdzie doprowadza się do porządku. Zanim udaje mu się dowiedzieć co się dzieje, do jego pokoju wpada wściekłu Gerard, który grozi mu poważnymi konsekwencjami, jeśli użyje on karabinów Avalonu przeciw Amberowi w obecnej sytuacji. Gerard nie slucha wyjaśnień Musashiego, o tym że karabiny powierzył mu Random i że nigdy nie zagroziłby Amberowi. Nie odpowiada mu nawet na pytania o ostatnie ataki. W bibliotece spotyka Martina, który po rozmowie z Cainem zamierza odwiedzić okoliczne cienie ze Złotego Kręgu, by zaprosić oficjeli na pogrzeb Randoma. Martin wydaje się być spokojny o to że Caine obecnie rządzi Amberem...

Ku Dworcom

Musashi i Kamui zostają wezwani do Caine'a. Ten prosi ich o udanie się do Dworców Chaosu do króla Merlina, aby wyjaśnić kwestię toczącej się wojny z Dworcami. Tuż przed całą awanturą z cieniami Branda, w Amberze skrytobójczo zabito ambasadora Dworców, co stało się katalizatorem wydarzeń prowadzących do śmierci Randoma. Amberyci mają wyjaśnić sytuację, jako że ich doświadczenie z Logrusem i wiedza o Dworcach predestynuje ich do tego zadania. W trakcie podróży zatrzymują się w osobistym cieniu Kamui, gdzie sprawy się komplikują. Kryjówka Kamui jest zdewastowana, trójka niewidzialnych służących nie słucha rozkazów, a w centrum wszystkiego znajduje się Vialle, rozsiewająca uczucie strachu, niepewności i żalu tak silne, że Amberytom nie udaje się nawet do niej podejść. Próby ogłuszenia Vialle czy to bronią, czy czarem nie dają skutku, a co najdziwniejsze Vialle osłania się emanacjami Logrusu. Podążając ku źródłu problemu Amberyci natrafiają na awatara Logrusu, Jednookiego Węża, który uderza w nich swoją mocą, posyłając gdzieś przez cienie...