...zaczyna się na pokładzie krążownika rebeliantów, gdzie samotny Musashi stoi w zniszczonej zbroi na lekko uginających się nogach nad ciałem demona-sępa.
Mimo wycieńczenia walką, pozostałych kilku żołnierzy na mostku wydaje się niezbyt trudnymi do pokonania. Przez zgiełk strzelaniny i automatycznych systemów przeciwpożarowych słychać jak jeden z oficerów na mostku desperackim krzykiem przekazuje do reszty floty informację o śmierci Dowódcy.
Skafander potrzebuje prawdopodobnie około 24 godzin na samonaprawę, lub musi być dostarczony na Cannabis. Rany również są na tyle poważne, a Musashi tak zmęczony brakiem snu i posiłku od dłuższego czasu, ranami i używaniem Logrusu i zmianami kształtu, że przez wie, że przez jakiś czas będzie musiał powierzyć sprawy admirałom z Sojuszu.
Sięgając do ostatnich kresów swojej wytrzymałości przeciągam się Logrusem do Domu w Veraklionie. Nie zważając na utyskiwania Cannabis, rozkazuje podać sobie silny środek przeciwbólowy i stymulanty. Później nakazuję połączyć mnie hipernetem z drednotem dowodzenia Sojuszu.
Siedząc oparty o metaliczną ścianę mostka, aby nie upaść podczas przyzywania Logrusu Musashi walczy z ociężałością umysłu skupiając wszystkie siły na przywołaniu znaku Chaosu. Wątki jednak wciąż uciekają, kiedy tylko koncentracja spada zamieniając się w senność. Nitki Logrusu zdają się omijać jego niezbyt trzymające się kupy ciało, które aż buzuje od chęci poddania się przemianom. Poczucie rzeczywistości niebezpiecznie odpływało i tańczyło wokół Musashiego, zmieniając kolory, proporcje i znaczenie przedmiotów i faktów wokół niego. Przeszłość i przyszłość przenikały się miejscami z teraźniejszością, a przyczyny ze skutkami i przeciwnościami, jak we śnie.
"Dalszy upór może skończyć się fatalnie" pomyślał. "Może lepiej poczekać na statki Sojuszu?".
Jednak szybko odepchnął zwątpienie i zdecydowanym szarpnięciem rzucił wszystkie siły do schwytania Logrusu. Jak przez mgłę odnotował, że przewrócił się na matowe panele na podłodze pokładu, a miecz wypadł mu z nagle dziwacznie wykrzywionej ręki i odtoczył się na pod ciało strażnika. W tej samej chwili Logrus osłabił opór i dał się schwytać. Musashi wiedział, że nie utrzyma znaku przed sobą dłużej niż minutę-dwie, a jakikolwiek ruch ciała spowoduje dalszą jego chęć przemian i rozproszy umysł powodując utratę kontaktu z Chaosem. Sięgnął zatem macką po miecz, ale ta ominęła go. Logrus jakby ponownie próbował odrzucić Musashiego.
"Miecz przyciągnę, kiedy stymulanty w bazie doprowadzą mnie do stanu normalnej przytomności." postanowił i błyskawicznie sięgnął ramieniem przez Cień do swojej stacji kosmicznej.
Chwila poszukiwania i przy dzwonieniu w uszach i rosnących mdłościach przeniósł się do domu. Cannabis pomimo odmiennej rekomendacji zaaplikowała właściwe leki. Poczucie nierzeczywistości ustąpiło pozostawiając tylko jakby szumy we wspomnieniach ostanich kilkudziesięciu minut.
Czekając na pełny efekt podanych środków Musashi wywołał admirałów Floty Sojuszu.
Zasadzka udała się, mimo dużych strat. Sojusz ustabilizował sytuację.
Sępy skoncentrowały się na obronie najlepiej opanowanych sektorów.
Pokonanie ich defensywy może jednak zająć sporo czasu.
Dobrze, flota RTB (Return to Base)
Cannabis, wybierz najbardziej ukończoną z baz przetrwalnikowych w głębokim pasie asteroid i doprowadź ją do stanu używalności. Zainstaluj tam komorę avatara i bank pamięci. Przetransportuj tam moje osobiste rzeczy i standardowe wyposażenie. Kopie banków pamięci, z pominięciem broni masowego rażenia, prześlij hiperkomem do Sojuszu. Pozostałe okręty niech wezmą stocznie na hol nadprzestrzenny i przetransportują je na główne światy Sojuszu. Później niech Sojusz użyje okrętów tam gdzie będzie uważał za stosowne. Jak najszybciej proszę.
Trzymając w pogotowiu dozownik środków pobudzających, wyciągam z talii kartę Gerarda...
Wujek Gerard. Jowialny i promieniejący. Z kielichem czerwonego Rinnenweinu w dłoni...
Gdy tylko chłód kontaktu przeszedł z palców trzymających kartę przez ramię do głowy Musashi poczuł jakby otrzeźwienie. Fizycznie nadal był wycieńczony, ale umysł rozjaśnił mu się nagle. Przez krótką chwilę przed kontaktem zrozumiał, że umysł miał dotąd zaćmiony, a osoba na karcie, która nabierała już trójwymiarowych kształtów to nie wujek, tylko tata!
Konsternacja trwała tylko chwilę. Benedykt ubrany w swój amberycki strój stał na blance muru z jasnego kamienia. W tle widać było sięgający po horyzont las.
- Jesteś zaskoczony. - komentarz Benedykta oznaczał, że nadal potrafił czytać zamierzenia z twarzy syna. - Nie próbuj zerwać kontaktu, zdążę cię zatrzymać.
Musashi rzeczywiście miał taki zamiar, ale za dobrą monetę poczytał to, że również Benedykt nie spodziewał się tej rozmowy. Choć Benedykt w mgnieniu oka umiał zaimprowizować strategię na pół roku dla stutysięcznej armii, było to dość nowe doświadczenie zobaczyć ojca przez chwilę wybitego z pantałyku. Do tego wiedział, że ostrzeżenie ojca jest najpewniej prawdziwe.
- Gdzie jest Kamui?
W pytaniu ojca Musashi wyczuwał jakiś istotny podtekst. Było tam trochę... zmartwienia? A jednocześnie brzmiała tam groźba zemsty. Dopisywanie kontekstów do żołnierskich komend, pełniących u ojca rolę rozmowy, ćwiczył latami.
- Nie ma go ze mną. - Ćwiczył się także w sztuce odpowiadania mu krótkimi zdaniami, które kryją podteksty. Od bardzo dawna nie rozmawiali inaczej.
W międzyczasie Musashi zauważył, że Benedykt przepasany jest swoim samurajskim pasem, a na nogach ma japońskie sandały. Peryferyjna obserwacja podpowiadała, że zamek, który okalał jasny mur również nosił pewne cechy orientalne. Na dziedzińcu słychać było odgłosy walki, albo raczej treningu. Milczenie ojca przedłużało się i Musashi zaczął bać się, co on przez ten czas zaobserwował.
- Podczas pogrzebu zdarzył się wypadek. Rozdzieliliśmy się. - dodał kończąc temat.
- Czy teraz dołączysz do mnie, synu?
W obecnej kondycji nawet nieprzytomnego Benedykta nie próbowałby zaatakować. Ale ton groźby zniknął z głosu ojca.
- Nie, tato. - Musashi musiał powstrzymać odruch zaciskającej się krtani.
- Zatem do zobaczenia, Musashi. Niech Logrus będzie dla ciebie łaskawy. Uważaj na niego. Jesteś blisko granicy utraty kontroli. - Benedykt ukłonił się niemal niezauważalnie i kontakt atutowy zaczął słabnąć.
Bez słowa Musashi zakrył dłonią wizerunek ojca na karcie. Umysł znów mu zafalował. "Granica utraty kontroli" - tak Benedykt nazywał szaleństwo powodowane Logrusem i zmiennokształtnością. Symptomy: złudzenia, objawy schizofreniczne, czucie rozpierającej energii Chaosu w każdej części ciała, utrata poczucia rzeczywistości. Demony nazywały to niestabilnością. Chemiczne stymulanty nie mogły zregenerować psychofizycznych sił witalnych. Z każdą chwilą zbliżał się do szaleństwa i niebytu.
Kontakt atutowy to kolejny "cios w tułów" dla skamlącego o gong na przerwę ciała. Na miękkich nogach Musashi spojrzał na trzymane w rękach przedmioty: iniektor ciśnieniowy i kartę Gerarda... nie... teraz w iluzji pojawiła się luka, to była karta Benedykta. Blisko niej materia Cienia wyglądała jakby inaczej niż wszędzie wokół.
Musashi podniósł się powoli, lecz zdecydowanie ze srebrnego łoża komory hibernacyjnej. Dobowy odpoczynek postawił go na nogi, jednak nie wszystko minęło. Bok nadal ciążył jakby żywym ołowiem, do tego pierwszy raz od wielu lat nie obudził się przed dźwiękiem budzika. Zwykle spał tyle ile chciał, potem jego wytrenowane ciało budziło się zgodnie z precyzyjnie działającym zegarem wewnętrznym.
Kiedy szklana tafla komory odsuwała się nad nim z cichym sykiem przypomniał sobie, że kiedy odezwał się sygnał pobudki śnił. To znaczy, że gdyby nie budzik spałby dalej co najmniej pół godziny. Karygodne. Tak samo jak te sny...
... Chodził po jakimś przedziwnym pałacu. Miał mnóstwo rzeczy do zrobienia, komendy do wydania, demoniczni służący kłaniali się i spełniali jego polecenia. Był panem tego dworu?...
Nie i nie. To nie był dwór, tylko Linie w Dworcach Chaosu, a on nie był gospodarzem, tylko pełnił jego obowiązki.
Pijąc źródlaną wodę z pasa lodowych asteroid i patrząc przez okno na zielony księżyc i rozciągające się za nim gwiazdy dalej rozmyślał o swoim śnie.
Był w nim kimś niskim i szczupłym. Zarządzał Liniami i organizował czas gościom. W małej sali kominkowej przy dźwiękach skrzypiec dopadł go jakiś olbrzym z maską lwa na głowie. Przyparł go do muru a potem zdjął maskę. Włosy miał rude, jak grzywa maski. Oczy miał jak posąg dziadka Oberona w Hallu zamku Amber. Wyciągnął wielki miecz i rzucił się na stojącego w kącie wujka Bleysa, ale drogę zagrodził mu demon, którego olbrzym rozpłatał jednym ciosem. Następnie wszystkie demony zaczęły go obsiadać, kąsać, szarpać i okładać. Bleys dobył swojego miecza i razem z olbrzymim rudzielcem torowali sobie drogę przez hordę.
Wtedy też na niego rzucił się demon. Sęp. Jakby nie zginął na statku dowodzenia. Zaczął coś krzyczeć w Thari, ale przez zgiełk walki nie było słychać co. I rozległa się pobudka. Sen się skończył.
Analiza stanu ciała i ducha wskazywała nadal na pewną niestabilność zdolności zmiany kształtu. Uciszona Cannabis nadal czekała na możliwość przedstawienia raportu z 24 godzin. Tak samo jak atuty na pulpicie.
- O co chodzi?
Gerard stoi na mostku dużego okrętu żaglowego. Pogoda jest dość kiepska. Jego błękitnym płaszczem targa wicher, pokład jest mokry od słonej wody. Kiedy widzi z kim rozmawia rozkłada ramiona lekko na boki i wyciąga zza pasa krępy kordelas.
- Musashi. Jeden fałszywy ruch i zetrę cię na miazgę. A potem nakarmię wieloryby.
- Trzymać kurs! - rzuca przez ramię - A ty gadaj szybko co zrobiliście i co się stało z Randomem i królową?!
Pokładem okrętu wstrząsa olbrzymia fala, jednak Gerard nawet na chwilę nie traci równowagi.
- Witam wuju. Jeśli chodzi o Randoma, to proszę wysłuchaj mnie uważnie, nawet jeśli to co powiem wyda ci się nieprawdopodobne czy niedorzeczne
- Czekam na odpowiedź.
- Mam poważne powody podejrzewać ze za śmiercią króla stoi Neidar, syn wuja Caine'a. Wysłuchaj mnie proszę.
- CO? To jakiś kretynizm. - ręce trochę mu opadły.
- Pamiętasz, podczas walki z cieniami Branda byliśmy tam my, Random, Bleys, Benedykt, Flora i Kamui
- I czego to dowodzi?
- Popatrz jak szybko Caine z Julianem przejęli Zamek po jego śmierci. Ostatnim razem zapytałem ich obu, skąd się dowiedzieli o śmierci króla.
- A kto miał to zrobić? Może Bleys?
- Julian dowiedział się od Caine'a, Caine od swojego syna... Skąd wiedział Neidar... który mistrzowsko posługuje się Atutami...
- Wuju nie mam dowodów to oczywiste... ale stałem bardzo blisko Randoma podczas walki i nie został wcześniej ranny. A umarł nagle, jakby od nagłego zdradzieckiego ciosu
- Masz tylko dziwaczne teorie. Tak jak ta o twoim ojcu.
- Wuju niezależnie od tego czy mi wierzysz czy nie, zrobisz z moją tezą co zechcesz.
- Każdy mający atuty mógł to zrobić. Znajdź mi nóż którym to zrobiono albo niech się Neidar przyzna. - A teraz gadaj: CO się stało z Randomem i Vialle!?
- Co do królowej... od wydarzeń z pogrzebu Randoma, nie miałem z nią kontaktu. Sądzę że przebywa w tej chwili z Kamui.
- Niewielu obecnych na pogrzebie znało sztuczki Chaosu, a ty jesteś jednym z nich. Nie pokazuj się w okolicach Amberu bez królowej albo dowodów na swoje szalone teorie. Jeżeli spotkasz kogokolwiek z rodziny, możesz im powiedzieć, żeby skontaktowali się ze mną, Julianem albo Cainem.
- Nie zamierzam wracać do Amberu, natomiast chciałem przekazać Ci Karabiny Avalonu, które powierzył mi król przed śmiercią.
- Po co mi one?
- Nie pomogą. - kolejna fala rzuciła statkiem na bakburtę i przelała się przez pokład - Odezwij się, jeżeli znajdziesz coś na swoją obronę, albo dowiesz się czegoś nowego. - Unikaj Corwina!
Zaczął zrywać kontakt.
- Żegnaj wuju
Amber na razie z głowy.
Teraz co?
Własny cień? Coś w Dworcach? Złoty Krąg? Avalon?
NASTĘPNA SESJA:
Z powodu czasoprzestrzennego rozproszenia graczy planuję rozruszać tą kampanię za pomocą dostępnego na podstronie forum (link powyżej). Chcę poprowadzić narrację w formie postów zamieszczanych przez graczy i MG.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veraklion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veraklion. Pokaż wszystkie posty
09 września 2010
Opowieść Musashiego
25 maja 2010
Ścieżka Służby (VI)
Data 10233.004
Logrus cisnął mnie w sam środek jakieś średniowiecznej bitwy, wprost przed szarżę oddziału lekkiej kawalerii. Całe szczęście byłem w demonicznej postaci, więc uniknąłem stratowania wzbijając się w powietrze. Niestety druga strona zaczęła szyć strzałami i postrzępiła mi skrzydła i znów spadłem na jazdę. Dobrze że przynajmniej na ich karki. Trochę ich to rozgniewało i postanowili mnie nadziać na lance. Zrobiłem im małe trzęsienie ziemi Logrusem i pociąłem Mieczem, to się zreflektowali i zaczęli gadać po ludzku, to jest w thari. Okazało się że to jakaś ruchawka między krajami Złotego Kręgu Begmą i Kashfą. Znów pewnie chodzi o jakieś mało istotną wioskę czy inny pagór, który jest strategicznie ważny dla obu stron. Nie zamierzałem marnować na nich czasu. Wróciłem do Veraklionu.Data 10233.248
Sytuacja na wojnie z Sępami zaczęła się stabilizować, wokół sektora Oinarr powstał w miarę jednolity front, ale przeciwnik także skonsolidował swoje siły i pozyskał kolejnych sojuszników. Muszę jak najszybciej zakończyć tę wojnę, bo odciąga mnie od ważniejszych zadań. Potrzebna mi jest przewaga. Zobaczmy... taktyka Sępów opiera się głównie na dziale Chaosu, przed którym nie mam obrony. Przydałby się Wzorzec a nim nie władam. Po wyłączeniu SI używają krótkozasięgowej broni energetycznej. Załogowe statki zniwelują kwestię promienia destabilizującego, ale potrzebne mi jest coś na dłuższy dystans... A więc rakiety. Instalacja wyrzutni i magazynów na dostępnych okrętach zajmie jednak zbyt dużo czasu. A więc zewnętrzny zasobnik rakietowy przenoszący 10 rakiet z nowymi głowicami laserowymi. Każda rakieta przenosi 4 jednorazowe ciężkie grasery. Na bliską odległość nie oprze się im żaden pancerz. Ponadto część rakiet będzie wyposażona w głowicę ECM. Co prawda Sępy używają szerokiej zbieraniny elektroniki, i zagłuszanie nie będzie w 100% efektywne ale powinno wystarczyć na ewentualną obronę przeciwrakietową. Zasobnik taki okręty mogą przenosić na promieniach ściągających, no i w ładowniach dla ewentualnego ataku z zaskoczenia. Rozpoczynamy produkcję. Jeszcze niech tylko Gerard dotrze do Amberu to będę mógł przekazać mu Karabiny Avalonu. Mnie nie będą już potrzebne, a w Amberze na pewno przydadzą się bardziej. Mam też nadzieję że z Vialle wszystko w porządku. Przecież capnął ją ten palant Kamui. Ale wszystko po kolei...
Data 10233.401
Plan jest prosty. Wciągamy Sępów w pułapkę a ja będę przynętą. Rozpuściliśmy plotkę że będę wizytował oddziały frontowe z niewielkim oddziałem. Tego Sępy nie przepuszczą. Niestety tylko jedno miejsce nadaje się na przygotowanie pułapki, w pozostałych dwóch starcie będzie raczej wyrównane. Cóż musimy niestety na to iść...
Data 10233.899
Sukinsyn... ale boli. Jak zwykle nawet najlepsze plany sypią się średnio po 15 minutach. Przy polu asteroid Viggo, czyli pierwszym przystanku, oczywiście nikt się nie zjawił. Flota Sojuszu musiała więc lecieć chwilę za mną.W otwartej przestrzeni jednak już czekali. Zjawił się też sam szefuncio, ten sam demon, który ganiał Midian przez Cienie. Okazało się że cwaniak skopiował dla swojej floty generator pola maskującego i wyszło że Sępów jest dwa razy więcej niż przypuszczałem. Zasobników rakietowych się jednak nie spodziewał i z eskadry goniącej mój mały oddział ostał się jedynie pancernik dowodzenia. Moje fregaty były jednak bez szans więc posłałem je do samobójczego ataku a sam przeniosłem się na mostek wroga. Utniesz łeb to reszta się sama rozpadnie, mawiał mój pomylony ojciec. Demon przedstawił się jako Ehezis z Otchłani, twierdził że podobnych jemu jest wielu i wszyscy przybyli by mnie zniszczyć. Cóż podobni jemu, będą musieli się ustawić w kolejce. Demona wziąłem na przetrzymanie, zmęczył się, odsłonił to ciąłem go po tej protezokończynie. Chciał mnie zdekoncentrować tym, że wciągnął flotę Sojuszu w pułapkę, ale się nieco pomylił w oczekiwaniach i ponownie odsłonił. Gdyby się nie napatoczył jakiś palant z karabinem, skończyło by się tylko na paru siniakach, ale tak dostałem serią po plecach a demon próbował odgryźć dziobem Zbroję by się do mnie dobrać. Odciąłem mu w końcu łeb i na próbach się skończyło. Trochę jednak potrwa zanim poskładam żebra i wyleczę tę dziurę w płucu. Ale mój Cień jest bezpieczny...
Data 10233.401
Plan jest prosty. Wciągamy Sępów w pułapkę a ja będę przynętą. Rozpuściliśmy plotkę że będę wizytował oddziały frontowe z niewielkim oddziałem. Tego Sępy nie przepuszczą. Niestety tylko jedno miejsce nadaje się na przygotowanie pułapki, w pozostałych dwóch starcie będzie raczej wyrównane. Cóż musimy niestety na to iść...
Data 10233.899
Sukinsyn... ale boli. Jak zwykle nawet najlepsze plany sypią się średnio po 15 minutach. Przy polu asteroid Viggo, czyli pierwszym przystanku, oczywiście nikt się nie zjawił. Flota Sojuszu musiała więc lecieć chwilę za mną.W otwartej przestrzeni jednak już czekali. Zjawił się też sam szefuncio, ten sam demon, który ganiał Midian przez Cienie. Okazało się że cwaniak skopiował dla swojej floty generator pola maskującego i wyszło że Sępów jest dwa razy więcej niż przypuszczałem. Zasobników rakietowych się jednak nie spodziewał i z eskadry goniącej mój mały oddział ostał się jedynie pancernik dowodzenia. Moje fregaty były jednak bez szans więc posłałem je do samobójczego ataku a sam przeniosłem się na mostek wroga. Utniesz łeb to reszta się sama rozpadnie, mawiał mój pomylony ojciec. Demon przedstawił się jako Ehezis z Otchłani, twierdził że podobnych jemu jest wielu i wszyscy przybyli by mnie zniszczyć. Cóż podobni jemu, będą musieli się ustawić w kolejce. Demona wziąłem na przetrzymanie, zmęczył się, odsłonił to ciąłem go po tej protezokończynie. Chciał mnie zdekoncentrować tym, że wciągnął flotę Sojuszu w pułapkę, ale się nieco pomylił w oczekiwaniach i ponownie odsłonił. Gdyby się nie napatoczył jakiś palant z karabinem, skończyło by się tylko na paru siniakach, ale tak dostałem serią po plecach a demon próbował odgryźć dziobem Zbroję by się do mnie dobrać. Odciąłem mu w końcu łeb i na próbach się skończyło. Trochę jednak potrwa zanim poskładam żebra i wyleczę tę dziurę w płucu. Ale mój Cień jest bezpieczny...
06 maja 2010
Ścieżka Służby (V)
Data 10232.034Ocknąłem się w jakimś tajnym laboratorium, przypięty klamrami do metalowej kozetki. Wyglądając jak jakaś przeraźliwa kombinacja człowieka i maszyny. Wyszło na to że w Pierwotnym Kształcie zmieniłem się w jakiegoś cholernego cyborga i skasowałem kawałek New Jersey. Nic nie pamiętam... choć jak we śnie przypominam sobie jakąś kobietę dosiadającą białego konia. Nie nie konia... jednorożca. Dotknął mnie rogiem, a wtedy się obudziłem. Cóż na filmie który pokazali mi ten profesorek i wojskowy w bazie wyglądało to nieco inaczej. Rozjechali mnie czołgiem a później przyłożyli z jakiejś wiązki EMP i tak mnie obezwładnili. Tylko czemu szukałem Vialle? Najgorszy kac jaki ostatnio miałem. Do tego moralniak. Jeszcze ta cholerna Midian wpakowała mi się do głowy przez Atut i nie wiadomo co z niego wyciągnęła. Nie miałem ochoty na kolejną rozwałkę Bogu ducha winnych żołnierzy, więc zagrałem na "ostatniego syna Kryptona". Wcisnąłem im bajeczkę, że niby jestem ostatnim przedstawicielem zniszczonej cywilizacji i że cała sytuacja wniknęła z awarii mojego statku kosmicznego i że coś mi się "poprzestawiało" od oglądania w Internecie filmów pokazujących reakcję Ziemian na istoty cybernetyczne. Obietnica podzielenia się kosmiczną wiedzą, podziałała. Nie usmażyli mnie znów tą wiązką, którą cały czas mieli we mnie wycelowaną. Zacząłem podawać im wzór na zimną fuzję. Odpowiednio szybko, żeby się jajogłowi trochę zmęczyli. Wtedy wypróbowałem coś nowego. Wlazłem im macką Logrusu do systemu. Metodą prób i błędów, oraz paru bluescreenów i 404, dobrałem się do systemu przeciwpożarowego i wypełniłem salę halonem (prymitywne, doprawdy). Wyrwałem się z więzów, zabrałem swoje rzeczy i prysnąłem stamtąd. Logrus wyrzucił mnie gdzieś w Teksasie w knajpie pełnej rednecków. Cóż chociaż Ci się nie zdziwili... Skoro 2,5 metrowy cyborg nie jest w stanie przerazić Teksańczyka, to już nie wiem co. Cholera, może powinienem przeprowadzić tu jakiś mały zaciąg... Po chwili byłem już sobą i wróciłem do domu.
Data 10232.592
Szlag by trafił te Sępy. Zbyt długo mnie tu nie było i mój Dom stał się celem kolejnego ataku. Cannabis nie zdołała do tej pory dokończyć prac nad tym promieniem destabilizującym i moja flota znów została rozproszona i zniszczona. Cannabis zdołała oprzeć się do tej pory kilkunastu atakom i próbom abordażu, ale większość Zewnętrznego Pasa Obrony została już też wyłączona z walki. Dodatkowo przez Atut zameldował się Caine, nakazujący mi sprowadzić Vialle na pogrzeb króla Randoma. No cóż. Sępy wydają się znać moją taktykę i sposób prowadzenia walki. Ich sprzęt także ukierunkowany jest na walkę z moją flotą. A więc... wysłałem wiadomość do Zatterran, Pszczelan, Liran i wszystkich pomniejszych frakcji z prośbą o pomoc. Obiecałem im przekazać całą swoją zgromadzoną wiedzę i opuścić Veraklion. Ku mojemu zdziwieniu zjawili się prawie wszyscy i przegonili Sępów. Zawiązaliśmy Sojusz Veraklioński, przekazałem im resztę floty do obsadzenia, stocznie do rozbudowy kolejnych okrętów oraz systemy e-learningu do szybkiego poznania potrzebnej im wiedzy. Ich Rada Admirałów zaplanuje atak na Sektor Oinarr, a jeden ze zdolniejszych dowódców da mi znać przez Atut kiedy atak się rozpocznie. Mogę więc ruszać po Vialle.
Data 10232.899
Próbowałem cofnąć się Logrusem po własnych śladach, ale zgubiłem ślad znów w Cieniu-Ziemi w apartamencie Flory, gdzie znów dorwały mnie te jej wilczki. Po chwili (nie do wiary, że ten sukinsyn nadal żyje!!) skontaktował się ze mną przez Atut Kamui. Mam przynajmniej nadzieję, iż Dworkin zmarnował dużo mocy, by go poskładać do kupy. Chłystek twierdzi że nie zgadza się z planami swojego i mojego tatusia odnośnie zniszczenia Amberu, ale w Dworcach nie przejawiał jakoś chęci by mi pomóc. Skoczyłem do jego Cienia, gdzie w jego zamku pasło się tysiące kruków. Ale była też tam Vialle!! Zacząłem truć ptaszyska iperytem to się wyniosły przez wielki wir w materii Cienia. Emanacji Logrusu już tu nie było, ale nie znalazłem też tej części Karabinów Avalonu, które niby miał Kamui. Albo blefował, albo Logrus je ma. Na szczęście Vialle nic nie było. Wtedy dopiero to dostrzegłem. To Vialle na Jednorożcu wyciągnęła mnie z Pierwotnego Kształtu. Wraz z Kamui zabraliśmy ją do Amberu. Ten chłystek chce ją poślubić!! Może jeszcze władcą Amberu zostać!!! Po moim, a prędzej jego trupie!!!
Data 10232.592
Szlag by trafił te Sępy. Zbyt długo mnie tu nie było i mój Dom stał się celem kolejnego ataku. Cannabis nie zdołała do tej pory dokończyć prac nad tym promieniem destabilizującym i moja flota znów została rozproszona i zniszczona. Cannabis zdołała oprzeć się do tej pory kilkunastu atakom i próbom abordażu, ale większość Zewnętrznego Pasa Obrony została już też wyłączona z walki. Dodatkowo przez Atut zameldował się Caine, nakazujący mi sprowadzić Vialle na pogrzeb króla Randoma. No cóż. Sępy wydają się znać moją taktykę i sposób prowadzenia walki. Ich sprzęt także ukierunkowany jest na walkę z moją flotą. A więc... wysłałem wiadomość do Zatterran, Pszczelan, Liran i wszystkich pomniejszych frakcji z prośbą o pomoc. Obiecałem im przekazać całą swoją zgromadzoną wiedzę i opuścić Veraklion. Ku mojemu zdziwieniu zjawili się prawie wszyscy i przegonili Sępów. Zawiązaliśmy Sojusz Veraklioński, przekazałem im resztę floty do obsadzenia, stocznie do rozbudowy kolejnych okrętów oraz systemy e-learningu do szybkiego poznania potrzebnej im wiedzy. Ich Rada Admirałów zaplanuje atak na Sektor Oinarr, a jeden ze zdolniejszych dowódców da mi znać przez Atut kiedy atak się rozpocznie. Mogę więc ruszać po Vialle.
Data 10232.899
Próbowałem cofnąć się Logrusem po własnych śladach, ale zgubiłem ślad znów w Cieniu-Ziemi w apartamencie Flory, gdzie znów dorwały mnie te jej wilczki. Po chwili (nie do wiary, że ten sukinsyn nadal żyje!!) skontaktował się ze mną przez Atut Kamui. Mam przynajmniej nadzieję, iż Dworkin zmarnował dużo mocy, by go poskładać do kupy. Chłystek twierdzi że nie zgadza się z planami swojego i mojego tatusia odnośnie zniszczenia Amberu, ale w Dworcach nie przejawiał jakoś chęci by mi pomóc. Skoczyłem do jego Cienia, gdzie w jego zamku pasło się tysiące kruków. Ale była też tam Vialle!! Zacząłem truć ptaszyska iperytem to się wyniosły przez wielki wir w materii Cienia. Emanacji Logrusu już tu nie było, ale nie znalazłem też tej części Karabinów Avalonu, które niby miał Kamui. Albo blefował, albo Logrus je ma. Na szczęście Vialle nic nie było. Wtedy dopiero to dostrzegłem. To Vialle na Jednorożcu wyciągnęła mnie z Pierwotnego Kształtu. Wraz z Kamui zabraliśmy ją do Amberu. Ten chłystek chce ją poślubić!! Może jeszcze władcą Amberu zostać!!! Po moim, a prędzej jego trupie!!!
Data 10233.001
Cholera znowu się popieprzyło. Po powrocie do Amberu Vialle poczuła się lepiej, ale nie dałem rady już z nią porozmawiać. Stwierdziłem że może znajdzie czas po pogrzebie króla. Jeszcze ten Kamui się przy niej kręcił ciągle. Ale zjazd rodzinny dał mi okazję do przeprowadzenia małego śledztwa. Jak próbowałem zdobyć z Martinem Amber zaraz po zabójstwie Randoma, bronili go Caine z Julianem i Neidarem. Julian dowiedział się o śmierci króla od Caine'a, a ten podobno od Neidara. Caine wydawał się zdziwiony faktem że Neidara nie było z nami podczas walki z cieniami Branda. Poza tym leszcz specjalizuje się w Atutach, więc chyba miał możliwość dokonania skrytego ataku. Problem polega na tym że nikt mi raczej nie uwierzy. Ani Caine, ani Martin nie uwierzyli także w rewelacje dotyczące Dworkina, Kamui i Benedykta, a Gerard nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Najgorsze jednak wydarzyło się podczas pogrzebu. Znowu pojawiły się te kruki Chaosu i sztorm Cienia. Próbowałem dotrzeć do Vialle w tym całym zamieszaniu, ale coś, chyba Logrus, cisnęło mną znów przez cienie.
Data 10233.003
Wiem, co muszę zrobić…
17 maja 2009
Ścieżka Służby (III)
Data 10237.453
Martin nie był zadowolony z faktu, że na razie nie zamierzam pomóc mu w zdobywaniu Amberu, ale cóż. Najpierw muszę posprzątać na własnym podwórku. Na szczęście czas płynie tu szybciej niż na Zamku, więc spokojnie mogę zająć się badaniami nad osłoną przed promieniem Chaosu. Mam też kilka pomysłów nad zakończeniem tej całej sprawy z Sępami i naprawą stosunków z mieszkańcami Veraklionu. Na razie wysłałem zakamuflowane sondy do Sektora Oinarr. Gorzej bo 60% moich ciężkich okrętów zostało zniszczonych a pozostałe 25% jest wyłączone z walki. Muszę przeanalizować taktykę Sępów i odpowiednio dostosować swoją.
Data 10237.782
Świetnie. Zero spokoju. Czasem żałuję naprawdę że mam taką rozbudowaną rodzinę. Cały czas poznajesz nowe kuzynostwo. Otóż poprzez Atut skontaktowała się ze mną niejaka Midian, twierdząc że ma mój Atut od Flory.
Ścigał ją jakiś stwór Chaosu, ale pomachałem mu Mieczem przed nosem i zrejterował. Ale kiedy ponownie się ze mną skontaktowała bym przeciągnął ją do Veraklionu, był już tam ten chłystek Kamui. Daję głowę ten to mnie potrafi wyprowadzić z równowagi. Oczywiście się do mnie wprosił, choć sugestia w postaci posłanej w jego kierunku kuli powinna dać mu coś do zrozumienia. Oczywiście on i Blake nie wykonali powierzonej im misji i nie zbadali sytuacji w Amberze. Poza tym jak zwykle trzaskał dziobem i sypał setką pomysłów na minutę. A to że napuści złapanych Sępów na siebie, a to że to, że tamto... Próbowałem go wyteleportować w jakieś mniej uczęszczane miejsce Domu, ale cwaniak otoczył się Logrusem. Skończyło się na tym że Martin się wkurzył i wyatutował się do Amberu. No i muszę lecieć za nim.
Data 10237.997
Na Wzorzec, ale jestem zmęczony! W Amberze dzieje się źle. Nastąpił jakiś atak i jedno skrzydło Zamku leży w gruzach. Mogę się pożegnać z oryginałem traktatu mojego imiennika z Cienia-Ziemi. Jeszcze strażnicy zabrali mi Miecz. Dobrze że w porę zahaczyłem go macką Logrusu. Ale i tak przyciągnięcie go kosztowało mnie zbyt wiele siły. Muszę się zregenerować więc idę spać...
Data 10238.222
Szlag by to trafił, przesadziłem z Logrusem. Obudziłem się w samym kombinezonie i Mieczem w ręku w jakimś korytarzu na Zamku. Jeszcze zaraz zjawili się strażnicy, a biorąc pod uwagę moją aktualną pozycję na dworze Amberu zadawaliby mnóstwo niewygodnych pytań, więc się przed nimi schowałem, jak się okazało w pokoju Midian, która chyba spokrewniona jest z Florą. Kiedy już sobie poszli wyskoczyłem przez okno na taras i przemknąłem się blankami do swojego pokoju. Dobrze że chociaż semi-organiczna podściółka kombinezonu pozwala mi przetrwać trochę bez kąpieli. Ale zaraz wparował do mojego pokoju Gerard oskarżając mnie o to że zamierzam użyć karabinów Avalonu do zdobycia tronu Amberu. Z całym szacunkiem dla mojego wuja-siłacza, jest on dość prostym człowiekiem, bo gdyby się przez chwilę zastanowił wiedziałby że nigdy bym czegoś takiego nie uczynił. Służba Amberowi jest moim nadrzędnym celem i nigdy nie postawiłbym swoich ambicji ponad to. Pozostaje tylko pytanie skąd Gerard wiedział o... Ano tak. Udało mi się znaleźć Martina, który zamierza udać się do Złotego Kręgu by zaprosić dostojników na pogrzeb króla. Wydawał się w miarę spokojny, więc chyba dogadał się z Cainem. Ale nie miałem czasu z nim pogadać, bo Caine wezwał mnie i Kamui do siebie. Caine ma dla nas misję. Chce abyśmy udali się do Dworców Chaosu i wyjaśnili z królem Merlinem sprawę nowej wojny między Amberem a Dworcami. No tak, śmierć ambasadora, później ta cała kwestia z cieniami Branda, zupełnie o tym zapomniałem. To tłumaczy też atak na mój Cień i na Karelię. Dobra, królobójstwo i uzurpowanie sobie władzy przez Caine'a schodzi w tej chwili na dalszy plan. Jeśli to Dworce stoją za atakiem na Zamek, to moja lista priorytetów się zmienia.
Memo dla siebie:
1. Pokój między Amberem a Chaosem
2. Królobójstwo i kwestia regencji
3. Sępy w Veraklionie
4. Cienie Branda
Punkty 2-4 rozwiązać w dowolnej kolejności. Dowiedzieć się co wydarzyło się na Zamku? Może Julian?
Data 10238.891
No to się popieprzyło na całego. Dążąc przez Logrus do Dworców zatrzymaliśmy się z Kamui w jego Cieniu. Po przejściu przez wejście w dziupli (durne, doprawdy!) okazało się że w ten jego cały zamek też coś trafiło. Przez przestrzeń stanowiącą niejako fosę płynął statek z trupami na pokładzie, a z jego środka dobiegało dziwne krakanie. A na dziedzińcu siedziała Vialle, blada jak trup, rozsiewając wokół tak mocną aurę strachu i bólu, że przełamała wszelkie mentalne blokady w moim umyśle gdy próbowałem do niej podejść. Przez chwilę przejęła nade mną kontrolę!! Kamui też się nie udało. Ogłuszające kule i czar Chaosyty zostały odbite i to przez Logrus!! Wtedy dostrzegłem ścieżkę do źródła problemu. Kiedy nią podążyłem, zacząłem się czuć jakbym ponownie przechodził próbę Logrusu. I chyba tym razem jej nie zdałem, bo w centrum znalazłem Węża, awatara Logrusu!!! Ten chlasnął mnie macką i posłał gdzieś przez cienie... Chyba muszę poważnie pogadać z Kamui. Ale najpierw dowiem się gdzie jestem...
Data 10237.782
Świetnie. Zero spokoju. Czasem żałuję naprawdę że mam taką rozbudowaną rodzinę. Cały czas poznajesz nowe kuzynostwo. Otóż poprzez Atut skontaktowała się ze mną niejaka Midian, twierdząc że ma mój Atut od Flory.
Ścigał ją jakiś stwór Chaosu, ale pomachałem mu Mieczem przed nosem i zrejterował. Ale kiedy ponownie się ze mną skontaktowała bym przeciągnął ją do Veraklionu, był już tam ten chłystek Kamui. Daję głowę ten to mnie potrafi wyprowadzić z równowagi. Oczywiście się do mnie wprosił, choć sugestia w postaci posłanej w jego kierunku kuli powinna dać mu coś do zrozumienia. Oczywiście on i Blake nie wykonali powierzonej im misji i nie zbadali sytuacji w Amberze. Poza tym jak zwykle trzaskał dziobem i sypał setką pomysłów na minutę. A to że napuści złapanych Sępów na siebie, a to że to, że tamto... Próbowałem go wyteleportować w jakieś mniej uczęszczane miejsce Domu, ale cwaniak otoczył się Logrusem. Skończyło się na tym że Martin się wkurzył i wyatutował się do Amberu. No i muszę lecieć za nim.Data 10237.997
Na Wzorzec, ale jestem zmęczony! W Amberze dzieje się źle. Nastąpił jakiś atak i jedno skrzydło Zamku leży w gruzach. Mogę się pożegnać z oryginałem traktatu mojego imiennika z Cienia-Ziemi. Jeszcze strażnicy zabrali mi Miecz. Dobrze że w porę zahaczyłem go macką Logrusu. Ale i tak przyciągnięcie go kosztowało mnie zbyt wiele siły. Muszę się zregenerować więc idę spać...
Data 10238.222
Szlag by to trafił, przesadziłem z Logrusem. Obudziłem się w samym kombinezonie i Mieczem w ręku w jakimś korytarzu na Zamku. Jeszcze zaraz zjawili się strażnicy, a biorąc pod uwagę moją aktualną pozycję na dworze Amberu zadawaliby mnóstwo niewygodnych pytań, więc się przed nimi schowałem, jak się okazało w pokoju Midian, która chyba spokrewniona jest z Florą. Kiedy już sobie poszli wyskoczyłem przez okno na taras i przemknąłem się blankami do swojego pokoju. Dobrze że chociaż semi-organiczna podściółka kombinezonu pozwala mi przetrwać trochę bez kąpieli. Ale zaraz wparował do mojego pokoju Gerard oskarżając mnie o to że zamierzam użyć karabinów Avalonu do zdobycia tronu Amberu. Z całym szacunkiem dla mojego wuja-siłacza, jest on dość prostym człowiekiem, bo gdyby się przez chwilę zastanowił wiedziałby że nigdy bym czegoś takiego nie uczynił. Służba Amberowi jest moim nadrzędnym celem i nigdy nie postawiłbym swoich ambicji ponad to. Pozostaje tylko pytanie skąd Gerard wiedział o... Ano tak. Udało mi się znaleźć Martina, który zamierza udać się do Złotego Kręgu by zaprosić dostojników na pogrzeb króla. Wydawał się w miarę spokojny, więc chyba dogadał się z Cainem. Ale nie miałem czasu z nim pogadać, bo Caine wezwał mnie i Kamui do siebie. Caine ma dla nas misję. Chce abyśmy udali się do Dworców Chaosu i wyjaśnili z królem Merlinem sprawę nowej wojny między Amberem a Dworcami. No tak, śmierć ambasadora, później ta cała kwestia z cieniami Branda, zupełnie o tym zapomniałem. To tłumaczy też atak na mój Cień i na Karelię. Dobra, królobójstwo i uzurpowanie sobie władzy przez Caine'a schodzi w tej chwili na dalszy plan. Jeśli to Dworce stoją za atakiem na Zamek, to moja lista priorytetów się zmienia.
Memo dla siebie:
1. Pokój między Amberem a Chaosem
2. Królobójstwo i kwestia regencji
3. Sępy w Veraklionie
4. Cienie Branda
Punkty 2-4 rozwiązać w dowolnej kolejności. Dowiedzieć się co wydarzyło się na Zamku? Może Julian?
Data 10238.891
No to się popieprzyło na całego. Dążąc przez Logrus do Dworców zatrzymaliśmy się z Kamui w jego Cieniu. Po przejściu przez wejście w dziupli (durne, doprawdy!) okazało się że w ten jego cały zamek też coś trafiło. Przez przestrzeń stanowiącą niejako fosę płynął statek z trupami na pokładzie, a z jego środka dobiegało dziwne krakanie. A na dziedzińcu siedziała Vialle, blada jak trup, rozsiewając wokół tak mocną aurę strachu i bólu, że przełamała wszelkie mentalne blokady w moim umyśle gdy próbowałem do niej podejść. Przez chwilę przejęła nade mną kontrolę!! Kamui też się nie udało. Ogłuszające kule i czar Chaosyty zostały odbite i to przez Logrus!! Wtedy dostrzegłem ścieżkę do źródła problemu. Kiedy nią podążyłem, zacząłem się czuć jakbym ponownie przechodził próbę Logrusu. I chyba tym razem jej nie zdałem, bo w centrum znalazłem Węża, awatara Logrusu!!! Ten chlasnął mnie macką i posłał gdzieś przez cienie... Chyba muszę poważnie pogadać z Kamui. Ale najpierw dowiem się gdzie jestem...
12 maja 2009
Log sesji - Sesja III
Karelia or bust, oraz szaleństwo Vialle, czyli Cthulhu na ratunek
Na prośbę Blake'a Kamui bada Logrusem stan Złotego Kręgu. Badanie odkrywa cztery potężne wyrwy w Cieniu. Karelia znajduje się w jednej z takich wyrw. W międzyczasie plan Blake'a udania się do Amberu, ulega damskiej perswazji swojej przyszłej małżonki Kaliope, by wpierw sprawdzić jak się mają sprawy w ich przyszłym wspólnym domu. W międzyczasie do Cienia Kamui przybywa Mandor wraz z najlepszym Chaosowym psychoanalitykiem Kluk-lukiem, wyglądającym jak 1,10 m kopia Wielkiego Cthulhu. Kluk-luk rozpoczyna badanie Vialle, której smutek i rozpacz odbija się negatywnie na istnieniu Cienia Kamui. Przed wyruszeniem w drogę Blake'owi udaje się jeszcze obmówić z Mandorem plan wprowadzenia na Dwory Chaosu nowoczesnej technologii piśmienniczej, czyli długopisów. Po opuszczeniu samotni Kamui, on sam, Blake i Kaliope, wyruszają terenówką do Karelii.
Dworkin & Son Co.
W trakcie podróży Kamui otrzymuje Atutowy kontakt od swojego ojca Dworkina, który przeciąga go do swojej pracowni. Dworkin informuje syna, że w Amberze wszystko jest w porządku i szykuje się pogrzeb Króla Randoma, na którym Kamui powinien być. Wręcza mu nowy, dziwnie zdobiony Atut. Atut Midian. Kamui kontaktuje się z nią...
Midian
Flora przekazuje Midian Atuty Amberytów. Następnie spotyka Jednorożca, który wskazuje jej Atut Musashiego. Po czym Cień w którym się znajduje zaczyna wstrząsać dziwna burza, a na horyzoncie pojawia się dziwny stwór, który zaczyna ścigać Jednorożca. Ten znika, pozostawiając Amberytkę samą...
Na prośbę Blake'a Kamui bada Logrusem stan Złotego Kręgu. Badanie odkrywa cztery potężne wyrwy w Cieniu. Karelia znajduje się w jednej z takich wyrw. W międzyczasie plan Blake'a udania się do Amberu, ulega damskiej perswazji swojej przyszłej małżonki Kaliope, by wpierw sprawdzić jak się mają sprawy w ich przyszłym wspólnym domu. W międzyczasie do Cienia Kamui przybywa Mandor wraz z najlepszym Chaosowym psychoanalitykiem Kluk-lukiem, wyglądającym jak 1,10 m kopia Wielkiego Cthulhu. Kluk-luk rozpoczyna badanie Vialle, której smutek i rozpacz odbija się negatywnie na istnieniu Cienia Kamui. Przed wyruszeniem w drogę Blake'owi udaje się jeszcze obmówić z Mandorem plan wprowadzenia na Dwory Chaosu nowoczesnej technologii piśmienniczej, czyli długopisów. Po opuszczeniu samotni Kamui, on sam, Blake i Kaliope, wyruszają terenówką do Karelii.Dworkin & Son Co.
W trakcie podróży Kamui otrzymuje Atutowy kontakt od swojego ojca Dworkina, który przeciąga go do swojej pracowni. Dworkin informuje syna, że w Amberze wszystko jest w porządku i szykuje się pogrzeb Króla Randoma, na którym Kamui powinien być. Wręcza mu nowy, dziwnie zdobiony Atut. Atut Midian. Kamui kontaktuje się z nią...
Midian
Flora przekazuje Midian Atuty Amberytów. Następnie spotyka Jednorożca, który wskazuje jej Atut Musashiego. Po czym Cień w którym się znajduje zaczyna wstrząsać dziwna burza, a na horyzoncie pojawia się dziwny stwór, który zaczyna ścigać Jednorożca. Ten znika, pozostawiając Amberytkę samą...
Veraklion
Po powrocie do Veraklionu, Musashi oznajmia Martinowi, iż nie zamierza ruszać z nim na Amber dopóki nie załatwi spraw we własnym Cieniu. Martin oponuje, ale daje się przekonać argumentom szybciej płynącego czasu w Veraklionie, oraz obietnicą wskazania doskonałych wojowników, skrzydlatych Taaloran. W międzyczasie Musashi dopracowuje prototyp osłony przeciw promieniowi Chaosu. Prace zostają przerwane przez przybycie niespodziewanego gościa, Amberytki Midian. Musashi ratuje Midian przed atakiem dziwnego stwora Chaosu, po czym zabiera ją i Kamui do Veraklionu. Midian informuje Amberytów, że otrzymała Atut Musashiego od Flory, ale nie zdradza nic poza tym. Ponieważ Kamui i Blake nie sprawdzili nadal sytuacji w Amberze, Martin postanawia sam sprawdzić jak się mają sprawy...
Amber
Musashi i Midian wyruszają za Martinem do Zamku Amber. Odkrywają iż w międzyczasie Zamek został zaatakowany przez nieznane siły i jedno ze skrzydeł prastarej budowli zostało zniszczone. W Amberze rządzi Caine, wspierany przez swego syna Neidara oraz Juliana i Gerarda. Z uwagi na wydarzenia na Zamku, Martin decyduje się na zawieszenie planów ataku na Amber do czasu zażegnania zewnętrznego zagrożenia.
Kamui w Amberze
Kamui wybiera inną drogę do Amberu i przenosi się do miasta. Panuje w nim wielkie poruszenie z powodu śmierci króla, a ulice patrolują uzbrojeni strażnicy. W zamku Kamui spotyka Neidara, który utyskuje na łagodny sposób traktowania mieszkańców Amberu. Według niego kilka przykładowych egzekucji sprawdziłoby się lepiej. Zmęczony nieokrzesanym towarzystwem Kamui przenosi się do Cabry.

Amber
Musashi i Midian wyruszają za Martinem do Zamku Amber. Odkrywają iż w międzyczasie Zamek został zaatakowany przez nieznane siły i jedno ze skrzydeł prastarej budowli zostało zniszczone. W Amberze rządzi Caine, wspierany przez swego syna Neidara oraz Juliana i Gerarda. Z uwagi na wydarzenia na Zamku, Martin decyduje się na zawieszenie planów ataku na Amber do czasu zażegnania zewnętrznego zagrożenia.
Kamui w Amberze
Kamui wybiera inną drogę do Amberu i przenosi się do miasta. Panuje w nim wielkie poruszenie z powodu śmierci króla, a ulice patrolują uzbrojeni strażnicy. W zamku Kamui spotyka Neidara, który utyskuje na łagodny sposób traktowania mieszkańców Amberu. Według niego kilka przykładowych egzekucji sprawdziłoby się lepiej. Zmęczony nieokrzesanym towarzystwem Kamui przenosi się do Cabry.
04 maja 2009
Ścieżka Służby (II)
Data 10236.345
Caine'a nie było wśród atakujących. Przynajmniej nie prowadził ich bezpośrednio. Atakujący zwą się Sępami i traktują walkę ze mną bardzo osobiście. Twierdzą że jestem tyranem, który trzyma całą Gromadę Veraklionu w żelaznym uścisku. Ale w jaki sposób udało im się zgromadzić taką flotę. I jeszcze ta broń. Promień destabilizujący synchronizację SI to technologia pochodząca z Dworców Chaosu i jeszcze ten ich tajemniczy Mesjasz. Caine? Ktoś z Dworców? Dobrze że udało się mi zdobyć jeden nienaruszony niszczyciel. Ten Kamui czasem miewa dobre pomysły, to muszę mu przyznać. Ale skąd ta dziwna reakcja na to że mam karabiny Avalonu. Muszę się dowiedzieć...
Data 10236.491
Czemu oni mnie tak nienawidzą? Członkowie Sępów wierzą bezgranicznie że jestem wcieleniem zła. Nie odkryłem żadnych śladów psychicznej czy chemicznej manipulacji. Gorzej, są zdeterminowani i nie cofają się przed niczym by osiągnąć swe cele. W logach niszczyciela znalazłem informacje o użyciu broni masowego rażenia, i ostrzelaniu celów cywilnych. Sępy nie honorują Konwencji Vegi, którą zaproponowałem wszystkim rasom w Gromadzie. Ja - tyran?? To śmieszne. Nikt nie pamięta już jak wraz z Zatteranami powstrzymałem hordy Magogów? Jak ratowałem cały system kolonii lirańskich przed wielki rozbłyskiem ich gwiazdy, który spopielił całe planety? Plaga czarnej zarazy u Pszczelan, którą pomogłem wyleczyć, nim rozprzestrzeniła się na inne roje? Nigdy nie pragnąłem dla tego Cienia nic więcej, niż tylko spokoju, a teraz nawet moi dawni sojusznicy, czują przede mną strach. Fakt, wykorzystywałem swoją potęgę, tak by żadna ze stron nie mogła zagrozić pozostałym. Czy to znaczy że nadużyłem tej potęgi? Cannabis twierdzi że przy mojej pomocy uda się jej dostroić osłony aby skontrować promień. Ale Martin nalega by ruszyć na Amber i nie mam czasu by się tym zająć. Tyle do zrobienia i tak mało czasu.
Data 10236.998
Avalon nie istnieje albo został skutecznie zablokowany zarówno dla Wzorca jak i dla Logrusu. Niech to szlag. Z tego wszystkiego wystawiłem oddział zatterańskich komandosów na niepotrzebne zagrożenia. Część z nich nie wytrzymała przejścia przez Logrus, i nie zadbałem o ich odpowiednie wyposażenie. Mogłem przewidziec że ich pulsery nie zadziałają. Ładny ze mnie przywódca nie ma co... Z takimi osiągnięciami nie mam co marzyć o ataku na Zamek...
Caine'a nie było wśród atakujących. Przynajmniej nie prowadził ich bezpośrednio. Atakujący zwą się Sępami i traktują walkę ze mną bardzo osobiście. Twierdzą że jestem tyranem, który trzyma całą Gromadę Veraklionu w żelaznym uścisku. Ale w jaki sposób udało im się zgromadzić taką flotę. I jeszcze ta broń. Promień destabilizujący synchronizację SI to technologia pochodząca z Dworców Chaosu i jeszcze ten ich tajemniczy Mesjasz. Caine? Ktoś z Dworców? Dobrze że udało się mi zdobyć jeden nienaruszony niszczyciel. Ten Kamui czasem miewa dobre pomysły, to muszę mu przyznać. Ale skąd ta dziwna reakcja na to że mam karabiny Avalonu. Muszę się dowiedzieć...
Data 10236.491
Czemu oni mnie tak nienawidzą? Członkowie Sępów wierzą bezgranicznie że jestem wcieleniem zła. Nie odkryłem żadnych śladów psychicznej czy chemicznej manipulacji. Gorzej, są zdeterminowani i nie cofają się przed niczym by osiągnąć swe cele. W logach niszczyciela znalazłem informacje o użyciu broni masowego rażenia, i ostrzelaniu celów cywilnych. Sępy nie honorują Konwencji Vegi, którą zaproponowałem wszystkim rasom w Gromadzie. Ja - tyran?? To śmieszne. Nikt nie pamięta już jak wraz z Zatteranami powstrzymałem hordy Magogów? Jak ratowałem cały system kolonii lirańskich przed wielki rozbłyskiem ich gwiazdy, który spopielił całe planety? Plaga czarnej zarazy u Pszczelan, którą pomogłem wyleczyć, nim rozprzestrzeniła się na inne roje? Nigdy nie pragnąłem dla tego Cienia nic więcej, niż tylko spokoju, a teraz nawet moi dawni sojusznicy, czują przede mną strach. Fakt, wykorzystywałem swoją potęgę, tak by żadna ze stron nie mogła zagrozić pozostałym. Czy to znaczy że nadużyłem tej potęgi? Cannabis twierdzi że przy mojej pomocy uda się jej dostroić osłony aby skontrować promień. Ale Martin nalega by ruszyć na Amber i nie mam czasu by się tym zająć. Tyle do zrobienia i tak mało czasu.
Data 10236.998
Avalon nie istnieje albo został skutecznie zablokowany zarówno dla Wzorca jak i dla Logrusu. Niech to szlag. Z tego wszystkiego wystawiłem oddział zatterańskich komandosów na niepotrzebne zagrożenia. Część z nich nie wytrzymała przejścia przez Logrus, i nie zadbałem o ich odpowiednie wyposażenie. Mogłem przewidziec że ich pulsery nie zadziałają. Ładny ze mnie przywódca nie ma co... Z takimi osiągnięciami nie mam co marzyć o ataku na Zamek...
30 kwietnia 2009
Log sesji - Sesja II
Bitwa nad Domem w Veraklionie
Flota piratów zaatakowała siedzibę Musashiego w Veraklionie. Początkowa przewaga liczebna wojsk Musashiego szybko została zniwelowana poprzez użycie dziwnej broni, która zakłóca działanie SI kierującej okrętami jego floty. Musashi nakazuje resztkom zaatakowanych flot wykonać opcję "brander", czyli staranować wroga. Pozostałe floty wycofują się pod siły główne, pod osłoną myśliwców i pól minowych. Amberyci przygotowują się do kontrataku, Martin siada za sterami myśliwca, Blake obejmuje dowództwo nad flotą okrętów z polami maskującymi, by zaatakować wroga z flanki, zaś Musashi i Kamui wybierają bezpośrednią drogę do wroga i za pomocą Logrusu przenoszą się na wrogie statki. W ogniu walk, wychodzi na jaw, iż piraci zwani Sępami, prowadzą jihad przeciw Musashiemu uważając go za tyrana terroryzującego Cień. Broń, której używają do zakłócenia działania Cannabis, SI Musashiego, pochodzi z Dworców Chaosu. Mimo ciężkich strat Amberytom udaje się powstrzymać Sępów i zmusić ich do odwrotu w stronę Sektora Oinarr. Dzięki Kamui, Musashiemu udaje się zdobyć jeden nienaruszony niszczyciel z działem Chaosu. Schwytano także jeńców, którzy zdradzają że za wszystkimi atakami stoi ich tajemniczy przywódca.
Plany i Cienie
Amberyci planują odbić Zamek Amber, znajdujący się w rękach Caine'a, Juliana i Neidara. Aby tego dokonać potrzebują broni, armii, a przede wszystkim informacji. Blake i Kamui mają zinfiltrować Zamek natomiast Martin i Musashi zorganizować armię. Jednakże wzmianka o karabinach Avalonu, powoduje dziwną reakcję Kamui, który spodziewał się, iż tylko jemu Random powierzył opiekę nad tą bronią. Blake i Kamui wracają do Cienia Kamui, w którym nie dzieje się dobrze. Rozpacz Królowej Vialle zaczyna wywierać wpływ na otoczenie. Niewidzialni słudzy Kamui tworzą dziwne wzory i obrazy przypominające wielkiego kruka. Kamui kontaktuje się z Mandorem, prosząc aby odnalazł on osobę, która będzie w stanie pomóc Królowej, po czym zaczyna pleść czar, którym uśpi Vialle, tak by nie mogła wyrządzić otoczeniu więcej szkód. Blake w międzyczasie znajduje dziwną figurkę sowy, przez którą nawiązuje kontakt Atutowy! Kamui zaprzecza by figurka stanowiła jego własność. Analizując Atut Blake trafia do dziwnego Cienia, w którym zostaje zaatakowany przez chmarę ptaków. Tylko jego amberyckie cechy i władza nad Wzorcem pozwalają mu wyjść cało z tej opresji. W międzyczasie Martin, Musashi i grupa komandosów z Konfederacji Zaterrańskiej z Veraklionu udają się poprzez Cienie do Avalonu. Część ich oddziału nie wytrzymuje przejścia przez Logrus a część ginie w ataku dziwnych stworów. Avalon jednak pozostaje odcięty również dla Wzorca...
Flota piratów zaatakowała siedzibę Musashiego w Veraklionie. Początkowa przewaga liczebna wojsk Musashiego szybko została zniwelowana poprzez użycie dziwnej broni, która zakłóca działanie SI kierującej okrętami jego floty. Musashi nakazuje resztkom zaatakowanych flot wykonać opcję "brander", czyli staranować wroga. Pozostałe floty wycofują się pod siły główne, pod osłoną myśliwców i pól minowych. Amberyci przygotowują się do kontrataku, Martin siada za sterami myśliwca, Blake obejmuje dowództwo nad flotą okrętów z polami maskującymi, by zaatakować wroga z flanki, zaś Musashi i Kamui wybierają bezpośrednią drogę do wroga i za pomocą Logrusu przenoszą się na wrogie statki. W ogniu walk, wychodzi na jaw, iż piraci zwani Sępami, prowadzą jihad przeciw Musashiemu uważając go za tyrana terroryzującego Cień. Broń, której używają do zakłócenia działania Cannabis, SI Musashiego, pochodzi z Dworców Chaosu. Mimo ciężkich strat Amberytom udaje się powstrzymać Sępów i zmusić ich do odwrotu w stronę Sektora Oinarr. Dzięki Kamui, Musashiemu udaje się zdobyć jeden nienaruszony niszczyciel z działem Chaosu. Schwytano także jeńców, którzy zdradzają że za wszystkimi atakami stoi ich tajemniczy przywódca.
Plany i Cienie
Amberyci planują odbić Zamek Amber, znajdujący się w rękach Caine'a, Juliana i Neidara. Aby tego dokonać potrzebują broni, armii, a przede wszystkim informacji. Blake i Kamui mają zinfiltrować Zamek natomiast Martin i Musashi zorganizować armię. Jednakże wzmianka o karabinach Avalonu, powoduje dziwną reakcję Kamui, który spodziewał się, iż tylko jemu Random powierzył opiekę nad tą bronią. Blake i Kamui wracają do Cienia Kamui, w którym nie dzieje się dobrze. Rozpacz Królowej Vialle zaczyna wywierać wpływ na otoczenie. Niewidzialni słudzy Kamui tworzą dziwne wzory i obrazy przypominające wielkiego kruka. Kamui kontaktuje się z Mandorem, prosząc aby odnalazł on osobę, która będzie w stanie pomóc Królowej, po czym zaczyna pleść czar, którym uśpi Vialle, tak by nie mogła wyrządzić otoczeniu więcej szkód. Blake w międzyczasie znajduje dziwną figurkę sowy, przez którą nawiązuje kontakt Atutowy! Kamui zaprzecza by figurka stanowiła jego własność. Analizując Atut Blake trafia do dziwnego Cienia, w którym zostaje zaatakowany przez chmarę ptaków. Tylko jego amberyckie cechy i władza nad Wzorcem pozwalają mu wyjść cało z tej opresji. W międzyczasie Martin, Musashi i grupa komandosów z Konfederacji Zaterrańskiej z Veraklionu udają się poprzez Cienie do Avalonu. Część ich oddziału nie wytrzymuje przejścia przez Logrus a część ginie w ataku dziwnych stworów. Avalon jednak pozostaje odcięty również dla Wzorca...
Log sesji - Sesja I
Musashi
Próbując odnaleźć składnik z którego można wykonać proch do karabinów Amberu, Musashi odwiedza kilkanaście Cieni wiedzony mackami Logrusu, lecz bezskutecznie. Cień Avalon, wydaje się być odcięty lub co gorsza zniszczony. Uznany za zaginionego ojciec - Benedykt- kontaktuje się z nim i nakazuje mu odbić Amber. W swoim własnym Cieniu - Veraklionie - następują tajemnicze ataki piratów, niezwykłe jest to iż piratom udaje się dorównać technologicznie flotom Musashiego i zniszczyć wysłane przeciw nim okręty. Musashi wraca do Veraklionu i zbiera pozostałe siły by rozprawić się z piratami...
Blake
Przygotowania do ślubu z Kaliope, córki króla Karelii, zostają nagle przerwane wielką burzą Cienia. Blake porywa narzeczoną i z wielkim trudem, dzięki władzy nad Wzorcem, ucieka przez Cienie. Z opresji ratuje go Kamui, przeciągając przez Atut do swojego Cienia...
Kamui
Kamui poprzez Atut prosi Musashiego o pomoc w dotarciu do Zamku Amber. Ten wstępnie odmawia, informując go że będzie to możliwe dopiero za dzień czasu. Następny kontakt Atutowy ratuje Blake'a i jego narzeczoną przed burzą Cienia. Poprzez ukryte w dziupli drzewa przejście prowadzi ich do swej kryjówki, w której przebywają już królowa Vialle, żona świętej pamięci króla Randoma i syn króla, Martin. Po upływie dnia Kamui ponownie nawiązuje kontakt Atutowy z Musashim, który zaprasza jego, Blake'a i Martina do swojego Cienia...
W chwili gdy wszyscy znaleźli się w Domu Musashiego w Veraklionie - wielkiej asteroidzie zawieszonej w gwiezdnej przestrzeni, nastąpił niespodziewany atak kosmicznych piratów...
Blake
Przygotowania do ślubu z Kaliope, córki króla Karelii, zostają nagle przerwane wielką burzą Cienia. Blake porywa narzeczoną i z wielkim trudem, dzięki władzy nad Wzorcem, ucieka przez Cienie. Z opresji ratuje go Kamui, przeciągając przez Atut do swojego Cienia...
Kamui
Kamui poprzez Atut prosi Musashiego o pomoc w dotarciu do Zamku Amber. Ten wstępnie odmawia, informując go że będzie to możliwe dopiero za dzień czasu. Następny kontakt Atutowy ratuje Blake'a i jego narzeczoną przed burzą Cienia. Poprzez ukryte w dziupli drzewa przejście prowadzi ich do swej kryjówki, w której przebywają już królowa Vialle, żona świętej pamięci króla Randoma i syn króla, Martin. Po upływie dnia Kamui ponownie nawiązuje kontakt Atutowy z Musashim, który zaprasza jego, Blake'a i Martina do swojego Cienia...
W chwili gdy wszyscy znaleźli się w Domu Musashiego w Veraklionie - wielkiej asteroidzie zawieszonej w gwiezdnej przestrzeni, nastąpił niespodziewany atak kosmicznych piratów...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
MIDIAN

MUSASHI